-
Spalam się (wersja końcowa)
Data: 28.11.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... na taksówkę, która się spóźnia. Pojedziesz ze mną. I nie waż się odmawiać, zrozumiano? – Tak jest! – Zasalutował. – Spocznij. Zaśmialiśmy się oboje. Pięć minut później stwierdziłam, że z taksówki chyba nici. – Chodźmy na piechotę. Daleko pani mieszka? – Chciałbyś wiedzieć, co? – Nie, po prostu pytam, żeby wiedzieć, czy mam po drodze. – Czekamy na taksówkę. – Dobra, ale pod warunkiem, że jeśli nie przyjedzie przez dziesięć minut, to idziemy na piechotę. – Jesteś niemożliwy. – Westchnęłam. – Dobrze, niech ci będzie. Pójdziemy, ale jeśli po drodze złapiemy samochód, to wsiadamy. A moje mieszkanie jest po drodze do ciebie. – Aye, aye, madame. – Ponownie zasalutował, a ja wzniosłam oczy ku niebu, pytając w myślach, dlaczego los pokarał mnie jego towarzystwem. Taksówka nie przyjechała. Ruszyliśmy wolnym, spacerowym krokiem. – Mogę o coś zapytać? – Po jakichś pięciu minutach ciszy odważył się odezwać. A może źle myślę, może nie chciał sprawiać wrażenia natręta, stąd był cicho? – Pytać możesz, ale czy dostaniesz odpowiedź, to inna sprawa. – Gdzie pani wcześniej uczyła? Kolega mówił mi, że w innym warszawskim liceum. – Kolega powinien pilnować własnego nosa. – To było niemiłe, chciałem być tylko kulturalny i podtrzymać rozmowę. – Spojrzał na mnie z przykrością w oczach. – Przepraszam za ton. Po prostu nie czuję potrzeby odpowiadania na to pytanie. Byliśmy w połowie drogi do domu i strasznie bolały mnie stopy. Nie założyłam ...
... wysokich szpilek, ale te które miałam na sobie, zdecydowanie nie sprzyjały długim spacerom. – Wszystko w porządku? – Zauważył, że utykam. – Tak, po prostu bolą mnie stopy. – Proszę tu usiąść na chwilę. – Po co? – Pani profesor, bardzo proszę, przecież ledwo pani chodzi. – Stanął przy mnie. – No dobrze, niech ci będzie. – Naprawdę potrzebowałam chwili odpoczynku. – Co ty robisz?! – Zdziwiona zauważyłam, że klęka przede mną. – Bez obawy, nie oświadczę się pani. – Zażartował, a ja miałam ochotę pacnąć go torebką w głowę. – Proszę zdjąć but, która noga? – Słucham? – Widziałem, że lewa. Odpowiedź zbędna. – Nie pytając o zdanie, ściągnął but i ujął delikatnie stopę w dłoń. Jego dotyk poraził mnie, niczym prąd, a opuszki palców były jak małe elektrody, rażące skórę ciepłem. Elektrody są nieprzyjemne, a przy dużym natężeniu – bolesne. A jego dotyk? Muszę coś więcej mówić, co spowodował? Chryste, Beata! – Michał, co ty robisz? – zapytałam szeptem. – Masuję pani stopę, żeby mogła pani wrócić do domu. – odparł pewny siebie. – Zauważyłem, że boli panią pięta, tutaj? – Nacisnął delikatnie, a mnie mroczki stanęły przed oczami. Miał bardzo mocne, duże palce, niespodziewanie silny dotyk. Niechciana myśl, że te palce… Szybko wygoniłam ją z głowy, mając ochotę przyłożyć sobie torebką trzy razy mocniej, niż jemu. – Tak, tutaj – jęknęłam. – Jeszcze trochę niżej. – Pokazałam mu. – O Boże, ale boli. – Syknęłam. – Ma pani solidnie nadwyrężonego ...