-
Spalam się (wersja końcowa)
Data: 28.11.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... Achillesa oraz ściśniętą piętę przez zbyt wąskie buty. – Zawyrokował. – Skąd to wszystko wiesz? – zapytałam zdziwiona. Za chwilę okaże się, że ten młodzik to jakiś lokalny omnibus. Albo współczesna wersja Adama Słodowego. Albo prowadzi gdzieś w lokalnej telewizji kablowej callanetics jak Mariola Bojarska. – Tata jest zawodowym masażystą, pracuje w szpitalu jako rehabilitant. Wszystkiego nauczyłem się od niego. – Wzruszył ramionami. – Spróbujemy pomóc doraźnie. – Wziął but i rozciągnął szeroko piętę, ugniatając ją w środku złożoną pięścią. – To da ulgę na kilka minut, później ból znowu wróci, chyba że – spojrzał na mnie – nie będzie bała się pani iść ze mną pod rękę. Wtedy powinna dać pani radę. – Co? – Oniemiałam. – Spokojnie, przecież nie gryzę, proszę powoli wstać. – Założył mi but i pomógł podnieść się z ławki. Stopa bolała coraz bardziej. – Teraz proszę włożyć mi lewą rękę pod pachę – zakomenderował. – Bardzo dobrze, teraz ja włożę rękę pani. – Wsunął zwinnie dłoń za moje plecy. Zadrżałam ponownie, ale trzymał mocno. – Możemy ruszać. – Spojrzał na mnie. – Jest pani gotowa? – Chyba nie mam wyjścia – westchnęłam. – Dobrze, że do domu mam kilkaset metrów. – Tym bardziej proszę sobie pozwolić pomóc. – W jego głosie słyszałam zadowolenie. – Odprowadzę panią i pójdę do siebie. Szliśmy, a w zasadzie to on powoli i ostrożnie stawiał kroki, dbając o równowagę na śliskim z powodu niskiej temperatury chodniku, a ja kuśtykałam, opierając ciężar ciała na ...
... nim. – Dlaczego to robisz, Michał? – zapytałam po chwili ciszy. – A chciałaby pani, żebym zostawił panią samą na tej ławce i poszedł do domu? – rzucił rozbawiony. To smarkacz! – Nie, ale nie musiałeś ze mną iść spod szkoły. – Chciałem i poszedłem. – Rzucił mi krótkie spojrzenie i wrócił do patrzenia przed siebie. – Jak na swój wiek, masz świetnie wykształconą umiejętność unikania odpowiedzi na pytania. – Uśmiechnęłam się, krzywiąc z bólu. – Za to pani doskonale potrafi mnie punktować. – Puścił do mnie oko. Co za bezczelny gówniarz! – Dobrze, to mój blok. – Poczułam ulgę, że wreszcie dotarliśmy, jeszcze dwa bloki dalej i nie dałabym rady. – Pomóc pani wejść do domu? – Zapytał z nadzieją w głosie. Co? Ja pierdolę, czy on właśnie…? Nie, to niemożliwe. Przecież to prawiczek, widać to po nim mimo całej jego inteligencji i całkiem niezłej zaradności. – Michał, bardzo ci dziękuję, ale naprawdę wystarczy twojej pomocy na dzisiaj. Mam windę w bloku, a od windy kilka kroków do drzwi. – Wysunęłam ramię i uwolniłam się z uścisku. – Uważaj na siebie, dobrze? Bardzo bym nie chciała, żeby coś ci się stało. Bądź ostrożny. – Tak jest, pani kapitan. – Zażartował, ponownie salutując. – Ty nie potrafisz na poważnie, co? – Uśmiechnęłam się słabo. – Uciekaj już. Dobrej nocy, Michale. – Dobranoc, pani profesor. – Uśmiechnął się do mnie całym sobą. – To był świetny wieczór. Nie odpowiedziałam, ale oddałam uśmiech. Odwrócił się i ruszył raźnym krokiem ...