-
Spalam się (wersja końcowa)
Data: 28.11.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... że Mały żartuje, ale on mówił najzupełniej poważnie. – Nie mam pojęcia, kim będę, a zastanawiać mi się nad tym nie chce. Wiecie, nad czym się skupiam? – Zawiązałem buty. – Żeby skopać wam dupska za chwilę w gałę na boisku. Dzisiaj nie ma już wymówek, że błoto, pada, śnieg leży albo cipa mnie boli. – Ryknęli śmiechem jak jeden mąż, a ja zarechotałem wspólnie z nimi. – Zapierdalamy pełne czterdzieści minut jak małe samochodziki. Idziecie, czy będziecie tu pierdzieć w ławkę? – Pierdol się, kaleczniaku. – Grucha, który odpowiedział i Kotek byli najlepsi z całej klasy w piłkę, Kotek ze swoim hanysowym zacięciem zawsze biegał jak pojebany, a Grucha imponował techniką i elegancją. My z Małym z racji wzrostu graliśmy zazwyczaj stoperów, a Jordana wystawialiśmy w ataku, miał instynkt killera i wchodził w pojedynki z obrońcami, jakby był to jego ostatni mecz. Skład uzupełniało jeszcze kilku gości od nas z klasy. Geniuszami piłkarskimi nie byliśmy, ale na poziomie szkoły zawsze w ścisłej czwórce. Oczywiście przesadzam i uwznioślam, z perspektywy czasu wiem, że byliśmy bandą patałachów, przeciętnych kopaczy, wychowanych na podwórkowej grze, technicznie całkiem niezłych, ale taktycznie to my nie błyszczeliśmy. Ale nie o futbolu zamierzam opowiadać. Kolejne tygodnie przelatywały szybciej niż film przewijany na podglądzie. Nie zorientowałem się, kiedy minął Nowy Rok, a w połowie stycznia przyszły półroczne sprawdziany. Z nauką radziłem sobie całkiem nieźle, choć nie tak ...
... dobrze, jak w pierwszej klasie. Wpadło kilka trój, ojciec nie był już tak zadowolony, ale nie miał też powodów do narzekania – brak zagrożeń nieco go uspokoił, a i tak najważniejsze były wyniki z trzeciej i czwartej klasy, które trafiały na świadectwo maturalne. W drugiej najbardziej zależało mi oczywiście na angielskim. W Beatce byłem wtedy zakochany po uszy, a większość lekcji z nią przebiegała tak samo – ja robiłem różne miny, uśmiechałem się, byłem pomocny, wręcz przyjacielski, ona traktowała mnie z dystansem, ale nie wrogo, po prostu byłem dla niej takim samym uczniem, co Grucha czy reszta ekipy. No, może trochę inaczej, ale nie tak, jak sobie wyobrażacie. Choćby ze względu na ławkowy masaż i kilka innych tematów, o których mogłem tylko z nią porozmawiać, bywały chwilę, gdy otwierała się przede mną trochę bardziej, zawsze jednak trzymając dystans i momentami bardzo mocno starając się, żeby nie naruszyć granicy. Mając obecnie ponad czterdzieści lat, wiem jak wiele wysiłku włożyła, aby powstrzymać się przed zrobieniem zbyt dużego kroku. Gdybym miał ich wtedy osiemnaście, myślę, że patrzyłaby na mnie inaczej. Nie liczyłem jednak na coś więcej i nie śmiałem nawet o tym myśleć. Zakochany platonicznie, zaakceptowałem ten stan. Nastał styczeń, mroźny, zaśnieżony i zimowy. W styczniu jak to bywa, kończyło się pierwsze półrocze, a z nim wystawiano oceny. Nadszedł też dzień egzaminu pisemnego z angielskiego. W zasadzie sprawdzianu, bo tak precyzyjnie należałoby go określić. ...