-
Spalam się (wersja końcowa)
Data: 28.11.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... przeszczęśliwa, uśmiechnięta, zdrowa i zadowolona, że będę mogła robić to, co lubię, czyli uczyć. Miałam wrażenie, że w szkole poza wyjątkami (jak Zalewska) polubiono mnie, a w niektórych klasach (jak pierwsza a czy druga be) wręcz uwielbiano. Plan lekcji nie zmienił się, wróciłam w piątek, w pierwszy dzień wiosny. W pokoju nauczycielskim Mariolka mnie wyściskała, a Podlaszczak razem z Kamińskim od chemii i Murasiem kupili kwiaty. Popłakałam się, bo pierwszy raz spotkało mnie coś tak miłego w miejscu pracy. Czekałam jednak na lekcję o trzynastej trzydzieści. Wiecie, z kim. I zdajecie sobie sprawę, kto w niej uczestniczył. Powoli zaczynałam poddawać się, chociaż moja wola jeszcze walczyła i nie pozwalałam sobie na stwierdzenie, że zrobię kolejny ruch. Cierpiałam jednak, tęskniąc za nim, a poza tym… bardzo chciałam się z nim kochać. Czy to dziwne, że pociągał mnie prawie siedemnastoletni chłopak? Większość z was myślałaby pewnie o mnie źle, a ja? Coraz mniej się nad tym zastanawiałam. Wtedy jednak powzięłam mocne postanowienie, żeby utrzymać jak najdłużej status quo, zbudować mur i opierać się przed oblężeniem. Dopóki wytrzymam. M. W pierwszy dzień wiosny pogoda była piękna. Słońce, ciepło dające poczucie ulgi po miesiącach pluchy, piździawy, deszczu ze śniegiem, mrozu, zamieci i zawiei oraz różnych ekstremalnych zdarzeń pogodowych. Trochę fotonów, które złapałem w drodze do szkoły, zmieniło mój nastrój z chujowego na przeciętny. W szatni na szczęście nie było ...
... nikogo, przyszedłem celowo trochę wcześniej, żeby nie spotkać się z chłopakami i chcąc uniknąć pytań. Przebrałem się i człapiąc leniwie po schodach, zbliżałem się do pokoju nauczycielskiego, z którego nagle otworzyły się drzwi, a w nich… Pojawiła się ona. Profesor Smolińska. Beatka. Gdybym znał wtedy pojęcie strzału adrenaliny oraz oksytocyny, stwierdziłbym na pewno, że dostałem dawkę przekraczającą dopuszczalną. Cały mój smutek, żałość i brak energii wyparował. Tak po prostu, zniknął. Ona zauważyła mnie, podeszła lekkim krokiem i rzuciła. – Dzień dobry, Michale. – Dzień dobry, pani profesor. – Miałem nadzieję, że nie widać aż tak bardzo, jak ucieszyłem się z jej widoku. – Już myślałem, że nas pani zostawiła. – Mnie, dodałem w myślach. – Ależ skąd, nie mogłabym. – Uśmiechnęła się ciepło. – Jesteście najlepszą klasą, jaką do tej pory uczyłam. Cieszę się z powrotu nie mniej niż, ty. – Puściła do mnie oko. Więc jednak to widać. A chuj, jebać to. – To znaczy, że dzisiejszy angielski…? – Tak, poprowadzę ja. – Ale co się z panią działo, jeśli mogę zapytać? – Pożerałem ją wzrokiem, wyglądała ślicznie, jak zawsze, a elegancka garsonka tylko dodawała jej seksapilu. – Oczywiście, że nie możesz. To moje prywatne sprawy, Michale Niemczycki. – Uśmiechnęła się po raz kolejny. – Poza tym chyba zaraz zaczynasz lekcje, prawda? A ja muszę iść do klasy i zapoznać się z materiałem, który przerobiliście z profesorem Podlaszczakiem podczas mojej nieobecności. – ...