-
Spalam się (wersja końcowa)
Data: 28.11.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... Do widzenia, pani profesor. – Pożegnałem ją, wodząc za nią wzrokiem, dopóki nie zniknęła za zakrętem. O ja jebię! Ale czad, wróciła! Cały dzień siedziałem jak na szpilkach, starając się nie okazać, jak cholernie szczęśliwy jestem i jak mocno zmienił się mój nastrój. Angielski był ostatni, lekcja zaczynała się po trzynastej trzydzieści, a mnie czas ciągnął się niemiłosiernie. O dziwo żaden z kumpli nie żartował sobie ze mnie, jakby nie zauważyli zmiany nastroju – to akurat dobrze, chciałem uniknąć bycia na świeczniku. Tak, chciałem pozostać w cieniu, uczucia, które do niej żywię, są tylko moje i świat nigdy nie będzie o nich wiedział. W godzinie „zero” osiągnąłem stan wrzenia. Z dzisiejszej perspektywy, czterdziestopięcioletniego mężczyzny, doświadczonego życiowo i uczuciowo, moje ówczesne zachowanie było niedojrzałe, ale do cholery, czego innego można oczekiwać od nastolatka? Tym bardziej od nastolatka wrażliwego (bo taki byłem wtedy i jestem do dzisiaj, trzydzieści lat starszy) uczuciowo oraz zakochanego pierwszy raz w życiu? Czekałem na nią, jak na anioła, który miał mi rozświetlić cały dzień. Lekcja rozpoczęła się, a ja oczekiwałem fajerwerków. Czegoś ekstra, co wynagrodziłoby moje półtoramiesięczne cierpienie (pamiętajcie, że nie było jej miesiąc plus dwa tygodnie ferii...). Tymczasem… nie wydarzyło się nic. Lekcja przebiegła jak zwykle, jakby Sandała przez ostatnie półtora miesiąca nie było na zajęciach, Beatka ignorowała mnie, choć nie, ignorowała to ...
... niewłaściwe słowo – traktowała tak samo, jak pozostałych uczniów. Czy byłem rozczarowany? Tak, ale z drugiej strony, co miała zrobić? Rzucić mi się na szyję w klasie? Przecież to, co wydarzyło się w trakcie poprawki sprawdzianu na zapleczu sali, było jednorazowym wybrykiem i według jej słów, nigdy się nie powtórzy. Wlokąc się do domu, posmutniałem nieco, choć z drugiej strony cieszyłem się, że wróciła i mogłem napawać swe oczy jej pięknem, a powab i seksapil rudowłosej damy umilał mi wieczory podczas licznych masturbacji z nią związanych. A do sposobu „poprawienia” przeze mnie jedynki ze sprawdzianu oczywiście nie wróciliśmy. B. Tydzień przed Wielkanocą zapowiadał się pracowicie. Mimo, że nie miałam rodziny w Warszawie, a w zasadzie w ogóle jej nie miałam, nie licząc ojca gdzieś w Kanadzie i brata, z którym nie rozmawiałam, postanowiłam urządzić sobie porządne święta. Z potrawami świątecznymi, z barankiem, mimo że do kościoła nie chodziłam, chciałam poczuć klimat. Ale co ja o świętach, chciałabym słuchać na waszym miejscu o staniu przy garach albo jak doprawiłam barszcz? No właśnie. Wybaczcie starszej pani. Po powrocie do szkoły Michał zachowywał się absolutnie właściwie. Żadnych aluzji do „poprawiania” niezdanego sprawdzianu, pełna dyskrecja oraz brak zmian w jego podejściu do mnie. Dalej był dziecinnie szarmancki i na ten swój młodzieńczy sposób próbował dać mi do zrozumienia, jak bardzo mu się podobam. Cały problem polegał na tym, że mur, który ...