-
Spalam się (wersja końcowa)
Data: 28.11.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... do tej sceny i przypominałem sobie szczegóły zbliżenia z detaliczną precyzją. A niczego więcej nie mogłem oczekiwać, role zostały jasno podzielone. O trzynastej trzydzieści zasiadłem w ławce, tym razem sam – Kotek pojechał ze starymi na wioskę do babci (jego rodzina pochodziła z Górnego Śląska). Profesor Smolińska wkroczyła uśmiechnięta i radosna do klasy, trzymając w dłoni plik kartek, co zaniepokoiło moich kumpli (mnie niekoniecznie). Pewnie wiecie, co oznacza plik kartek w ręku nauczyciela/wykładowcy? Niespodziewany sprawdzian. I tak się stało. Beatka po rozłożeniu gratów na biurku, radosnym tonem oznajmiła nam niezapowiedzianą kartkówkę, zaznaczyła jednak, że to ona rozda nam kartki, podpisane imieniem i nazwiskiem, ponieważ każdy z nas ma dedykowany dla siebie test, a jego celem jest sprawdzenie naszej wiedzy względem poziomu, który jej zdaniem prezentujemy. Większość z nas niewiele z tego zrozumiała lub miała to po prostu gdzieś. Przerażenie w oczach Małego, Gruchy i Jordana uświadomiło mi, że oni są w głębokiej dupie, tymczasem ja nie obawiałem się – angielski był jednym z moich ulubionych przedmiotów, w ogóle nieźle radziłem sobie z językami obcymi. Czekałem z niecierpliwością, aż kartka dotrze do mnie (siedziałem w rzędzie pod ścianą w ostatniej ławce, więc test dotarł do mnie na samym końcu), wreszcie zbliżyła się i położyła na biurku sprawdzian, do którego była przyklejona mała karteczka z kilkoma cyframi oraz literami. Zasłaniała jej treść palcem, ...
... dopóki nie zabrała dłoni z testu, leżącego już na ławce. B. Z drżącymi lekko dłońmi, plikiem kartek w prawej, dziennikiem w lewej zmierzałam szybkim krokiem do klasy. Musiałam coś jeszcze załatwić przed lekcją i omal się nie spóźniłam, a to mogło mieć fatalne konsekwencje. Do klasy wpadłam w biegu, rozejrzałam się po twarzach, z większości z nich wyzierało zaniepokojenie na widok pliku w moich dłoniach, jedynie Michał siedział wyluzowany i tradycyjnie uśmiechał się. Oddałam uśmiech, teoretycznie do całej klasy, ale on musiał widzieć i czuł, że był przeznaczony tylko dla niego. – Kochani, chowamy zeszyty i książki. – Po klasie rozległ się jęk zawodu i zdziwienia, podszytego strachem. – Ale jak to? – Makarski podniósł się w ławce. – Pani profesor, kartkówka na ostatniej lekcji? – Siadaj, Makarski, przeżyjecie. To nie chemia, gdzie dostajecie non–stop pały, bo nic nie umiecie albo nie chce się wam uczyć. – Ale pani profesor. – Nawet Agnieszka próbowała mnie przekonać. – No już, koniec dyskusji. – Kolejny jęk zawodu. – Przecież od tego nie zależy wasze życie, to tylko kartkówka, a ja muszę co jakiś czas was sprawdzać. Ruszyłam z kartkami, rozdając je po klasie, wyjaśniając uprzednio, że każdy z nich ma inny test, więc nie mają co od siebie próbować ściągać. Większość posmutniała, ale nie Michał, który zdawał się gotowy na każdy wariant. W tym dniu siedział sam w ławce, Sznaucer był nieobecny. Ucieszyło mnie to podwójnie, mój plan był prosty, ale miał kilka ...