1. Spalam się (wersja końcowa)


    Data: 28.11.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... nastawiał, bo może wpaść na inny pomysł i na przykład przepytać mnie dodatkowo.
    
    O szesnastej, po lekcjach? – Głos w głowie zadał właściwe pytanie. – Mogła zrobić to teraz, po co czekać?
    
    – No właśnie, po co? – powiedziałem na głos.
    
    – Co ty tam majaczysz? – Mały spojrzał na mnie, jak na chorego. – Dobrze się czujesz? Wyglądasz, jakby ktoś ci jaja przetrącił.
    
    – Wszystko jest okej. – rzuciłem roztargnionym głosem. – O czym mam z nią pogadać?
    
    – Ja pierdolę. – Grucha załamał ręce. – Piłeś coś kurwa, czy już ruda tak ci we łbie zawróciła, że wyprostowały ci się wszystkie zwoje mózgowe? No, żeby nie robiła już takich akcji. Przecież jak jeszcze z anglika upierdolę, to starzy wyeksmitują mnie na śmietnik. Już mam obcięte kieszonkowe do końca kwietnia.
    
    Kolega Grucha niezbyt dobrze radził sobie z ocenami, chyba najsłabiej z nas wszystkich.
    
    – Spoko, spróbuję pogadać, ale nie liczcie, że mnie posłucha. To w końcu nauczyciel, a ja jestem tylko uczniem. – Zmieniłem buty i zastanawiałem się, co zrobić ze sobą prawie dwie godziny.
    
    – Dobra, dobra. Wszyscy wiemy, że się w niej bujasz, cwaniaku.
    
    – Może i tak. I co z tego?
    
    – Poza tym, że mogłaby być twoją matką? Nic.
    
    – Dobra, przestańcie pierdolić. Idziemy porzucać w kosza na koniec osiedla. Niemiec, idziesz? – Jordan zmienił temat, za co podziękowałem mu wzrokiem.
    
    – Muszę jeszcze posiedzieć chwilę w bibliotece, a później spierdalam na chatę, pomóc matce w przygotowaniach do świąt. – Skłamałem. – ...
    ... Przyjeżdża do nas rodzina i roboty w chuj.
    
    – W czasie wolnym idziesz do biblioteki? Ty Niemiec naprawdę jesteś pojebany. – Mały pokręcił głową. – Jakbyś zmienił zdanie, będziemy tam pewnie do około osiemnastej, dziewiętnastej. Strzała. – Wyciągnął rękę i po kolei przybiłem ze wszystkimi piątki.
    
    Czas ciągnął się niemiłosiernie, a pamiętajcie, że to była połowa lat dziewięćdziesiątych, zero telefonów komórkowych, którymi można się zająć, pograć, poczytać czy poscrollować w Internecie albo na Fejsie. Próbowałem czytać dokument o królach polskich z okresu dynastii piastowskiej, ale nie mogłem skoncentrować się na treści.
    
    Nerwowo co rusz zerkałem na zegarek, czekając nadejścia magicznej godziny.
    
    Piętnasta.
    
    Kwadrans po.
    
    Wpół do czwartej.
    
    Za dwadzieścia czwarta.
    
    Kwadrans do szesnastej.
    
    Za pięć czwarta.
    
    Biblioteka mieściła się na drugim końcu budynku, więc wyszedłem z niej idealnie pięć minut przed czasem, aby wolnym krokiem zdążyć na umówioną godzinę. Bibliotekarka, pracująca tam chyba od czasów drugiej wojny, nie zwróciła nawet na mnie uwagi, kiedy przemknąłem jak duch obok jej biurka i zamykając za sobą drzwi, ruszyłem ku przeznaczeniu. Ciche korytarze, jakże odmienne od tego, co działo się w nich jeszcze dwie, trzy godziny temu, świeciły pustką. Wspiąłem się po schodach na drugie piętro i po przemaszerowaniu całej długości, stanąłem przed drzwiami do chemicznej, po czym po lekkim zawahaniu i spojrzeniu na zegarek zapukałem trzy razy.
    
    B.
    
    Zbliżała się ...
«12...404142...100»