1. Spalam się (wersja końcowa)


    Data: 28.11.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... niespiesznie mijając kolejne skrzyżowania. Wreszcie dotarłam na miejsce, zaparkowałam obok budynku, a tuż po tym, jak trzasnęłam drzwiami samochodu, dotarło do mnie gwizdnięcie i zaczęło się.
    
    „Uuu, nowa dupeczka, obrodziło w tym roku”
    
    „Niżej też jesteś ruda?”
    
    „Ale zderzaki, chętnie bym się poobijał”
    
    Spodziewałam się robotników, remontujących szkołę lub meneli, którzy często kręcili się w okolicy, tymczasem ujrzałam…
    
    Makarskiego, Niemczyckiego i resztę bandy, siedzących na ławce przed szkołą.
    
    Loża Szyderców.
    
    Zobaczymy, czy za jakiś czas będzie im tak wesoło.
    
    Wkroczyłam do budynku. Ze szkolnego radiowęzła leciał kawałek Gunsów, który dobrze znałam i niemal zaśmiałam się z paradoksu sytuacji.
    
    Witamy w dżungli. Nieźle się zapowiada.
    
    Wracając do piątki z ławki, oczywiście nie zareagowałam i zignorowałam komentarze. Zamierzałam zaczekać na reakcję, aż ujrzą mnie w klasie.
    
    – Cześć Beatka. – Pokój nauczycielski był jak zwykle zadymiony, jakby ktoś zapalił w nim ognisko. Siedział w nim tylko Podlaszczak, kopcący te swoje śmierdzące Wiarusy, a po chwili weszła Zalewska, wychowawczyni moich dzisiejszych adoratorów. Stary typ nauczyciela, taki od klęczenia na grochu i uderzania za karę linijką po rękach. Ze względu na liczne zmiany w kadrze nauczycielskiej oraz na stanowisku dyrektora, przed rozpoczęciem roku zorganizowano nam integrację, gdzie mieliśmy okazję pogadać i poznać się, nie tylko na gruncie zawodowym. Podlaszczak, mimo że starszy ode mnie co ...
    ... najmniej o piętnaście lat, był zabawnym i rubasznym wąsatym wujkiem, takim panem, co na weselu wódki się z tobą napije, zatańczy, a jak trzeba, to komuś po gębie da.
    
    – Cześć Waldziu, ale najarałeś, oddychać się nie da. – Natychmiast otworzyłam okno, wpuszczając trochę powietrza. Przecież zaraz będę cała śmierdzieć od tych okropnych papierochów! Owszem, zdarzyło mi się samej popalać, ale nie takie smrody.
    
    – Dzień dobry, pani Smolińska. – Zalewska przywitała się oschłym tonem, jako jedyna mówiła do mnie per „pani”, no cóż, spoufalać się nie na siłę zamierzałam. Odniosłam też wrażenie, że chyba mnie nie lubi, ale nie rozumiałam dlaczego. Może dlatego, że byłam ładną, młodą i radosną kobietą, ona zasuszoną, zgorzkniałą starą panną?
    
    Nie wiem i nie za bardzo zależało mi też na tym, żeby zrozumieć powody jej uczuć. Nie z każdym w pracy będę miała idealne układy.
    
    Nadeszła godzina lekcji, przygotowana, pełna emocji, tych pozytywnych oczywiście, tuż przed dzwonkiem ruszyłam w stronę sali lekcyjnej. Korytarz był już pustawy, większość uczniów zdążyła się pozamykać w salach, więc moje kroki na pewno słychać było z daleka.
    
    To był pierwszy i ostatni raz, kiedy lekcje z drugą be odbyły się bez…
    
    Zresztą, dowiedzcie się, bez czego.
    
    M.
    
    Zainstalowaliśmy się w otwartej klasie, tradycyjnie w ostatnich ławkach. Ja z Kotkiem, Jordan z Gruchą, a Mały ze swoją dziewczyną, Eweliną. Jako jedyny z nas chodził z kimś, ale szczerze mówiąc, nie zazdrościłem mu. Ewelina była nieźle ...
«12...456...100»