-
Spalam się (wersja końcowa)
Data: 28.11.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... udało. Trzymajcie kciuki. B. – Niemiec, chodź do pańci. – Klepię w kanapę, wołając kota. Ten czarny, mały potwór przybiega do mnie, przeciąga się i ziewając jak hipopotam, układa się na podołku. Tak, nazwałam kota jego pseudonimem. Cały czas o nim pamiętam, co jakiś czas wspominam i… wciąż kocham go i żałuję tego, co się stało. Może gdybym była bardziej ostrożna, ten sukinsyn nie znalazłby nas? Nie wiem, czasu nie cofnę, ale ostatnio myślę o tym każdego dnia. Ciekawe, co się z nim dzieje? – Przed oczami widzę twarz Michała. Przypominam sobie o pierścionku, który od niego dostałam, mimo że nigdy nie zrealizował obietnicy i nie założył mi obrączki na palec, ten pierścionek, który dla nastoletniego wtedy chłopca był ogromnym wydatkiem, a w rzeczywistości tanim, bazarowym produktem, jest dla mnie najcenniejszy i trzymam go w takim miejscu, żeby nie zaginął. – No nie wierć się. – Uspokajam Niemca. – Masz taki sam charakter jak twój imiennik. – Przytulam go. Myjąc zęby w łazience, patrzę w lustro. Znajomi w pracy mówią mi, że pięknie się starzeję, a rudy kolor włosów pasuje mi jeszcze bardziej, niż kiedy byłam młoda. Uważam to za tanie komplementy, choć Michał, gdyby był przy mnie, pewnie stwierdziłby, że jestem najpiękniejsza, a on ma gdzieś opinie tych, którzy się nie zgadzają. Taki był. Nie rozglądał się na boki, a jeśli chodzi o moją osobę, szedł do przodu, czasem subtelnie unikając niebezpieczeństw, a czasem po prostu je ignorując, jak niemowlę, które ...
... jeszcze nie uderzyło się w głowę. Siedemnastolatek, który na początku roku szkolnego był dzieckiem, a na zakończenie – dorosłym po przejściach. Często ostatnio o nim myślę, wspominam wspólnie spędzony czas, wyznania miłości, zaręczyny, żarty i seks. To może brzmieć śmiesznie, dla niektórych groteskowo lub żałośnie, bo stara baba wzdycha do dzieciaka, z którym miała kilkumiesięczny romans trzydzieści lat temu, ale… Michał to miłość mojego życia. A poczucie straty noszę do dzisiaj i nie opuści mnie ono do śmierci. Wracam z łazienki do pokoju, oczywiście ten diabeł w kociej skórze zrzucił smartfona na podłogę, w końcu udaje mi się go wygrzebać spod kanapy. Dioda miga, sygnalizując nadchodzącą wiadomość. Zdejmuję blokadę ekranu i zamieram, klikając w ikonę Messengera. Wiadomość brzmi. Dobry wieczór. Przepraszam, że niepokoję o tak późnej porze, ale szukam znajomej sprzed lat, która nazywa się tak, jak Pani. Mam na imię Michał, a znajoma uczyła mnie trzydzieści lat temu w jednym z warszawskich liceów. Ręce zaczynają drżeć jak w delirium. To jakiś żart? Znowu on? Dowiedział się, że wróciłam do Polski i postanowił mnie nękać? Podszywa się? Ten skurwiel? Po tylu latach? Ale skąd znałby imię i nazwisko Michała? Zastanawiam się, czy odpisywać. Nie łudzę się, że to ON. Ktoś robi sobie żarty i zaraz zostanie zablokowany. B: Proszę przestać robić sobie żarty. Nadawca poprzedniej wiadomości odczytuje otrzymane przed chwilą ode mnie zdanie, na ekranie pojawiają się ...