1. Spalam się (wersja końcowa)


    Data: 28.11.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... kropki, sygnalizujące, że odpowiada.
    
    Nie żartuję, jestem tym, za kogo się podaję, jeśli to nie Pani, proszę powiedzieć to wprost. Nie jestem oszustem, po prostu kogoś szukam.
    
    Wiadomość wskazuje na człowieka wykształconego, ale oszust również może być wyedukowany.
    
    Jest jeden, jedyny sposób, żeby to sprawdzić, jeśli to naprawdę Michał (w co wątpię, przecież to jakiś absurd), to będzie wiedział, co odpisać.
    
    B: Jeśli jest Pan tym, za kogo się podaje, proszę wysłać zdjęcie przedmiotu, który dostał Pan ósmego czerwca tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego szóstego roku, na pomoście w godzinach wieczornych.
    
    Klikam wyślij i wychodzę do kuchni po herbatę, zostawiając smartfona na komodzie obok kanapy. Z pewną ciekawością, ale bez zbytnich wymagań, czekam na odpowiedź, rozmówca pewnie rozłączy się albo wyśle przekleństwa.
    
    Smartfon jest odblokowany, wracam z herbatą i zerkam jednym okiem na ekran.
    
    Moje serce zatrzymuje się.
    
    Na zdjęciu widnieje założony na męski palec mały sygnet, kupiony przeze mnie Michałowi w Nidzie. Dałam mu go na pomoście, dzień po jego oświadczynach. Wygląda tak samo, jak trzydzieści lat temu, srebrny, z maleńką literką „B” na środku, symbolizującą moje imię. Założył go i oświadczył, że nigdy nie zdejmie.
    
    O mój Boże…
    
    O skarbie, to naprawdę ty…?
    
    Łzy wypełniają oczy i płyną wąskimi ścieżkami po policzkach. Cała w nerwach otwieram szufladę, szukając pierścionka. Jak na złość oczywiście nie mogę go znaleźć, w końcu jest, schował ...
    ... się w rogu.
    
    Drżącymi palcami zakładam go na serdeczny palec prawej ręki tak jak zaręczynowy.
    
    Nikt po nim nie założył kolejnego. I, mimo że spotykałam się z innymi mężczyznami, nie wyszłam za mąż.
    
    Tak, jakbym podświadomie czekała, aż on wróci.
    
    Dłonie mam tak spocone, z emocji i nerwów, że smartfon prawie wyślizguje się na podłogę. Kładę prawą dłoń na stole, lewą wykonuję zdjęcie i klikam „wyślij”.
    
    Jezu najsłodszy, to on…
    
    Odbiorca po drugiej stronie odczytuje wiadomość.
    
    M: Beatka? To ty, kochanie?
    
    Zaczynam płakać, w głos. Nie jestem w stanie się powstrzymać, trzydzieści lat temu wylałam morze łez i obiecałam sobie, że nigdy, przenigdy żaden mężczyzna mnie więcej nie skrzywdzi. Trzymałam ich na dystans, aż do dzisiaj.
    
    B: Tak, Michałku, to ja.
    
    M.
    
    Wypadam jak wariat z mieszkania, trzaskając drzwiami i drżącymi rękoma przekręcając klucze w zamkach. Z Ursynowa na Gocław o tej porze obwodnicą południową śmignę w kwadrans.
    
    Powinienem mieć zabrane prawo jazdy, kilkukrotnie przekroczyłem prędkość o czterdzieści na godzinę w osiedlowych uliczkach, śmiejąc się i płacząc jednocześnie za kierownicą.
    
    – Kurwaaaaa, hahaaaaa! – Drę się w głos, uderzam z radości w kierownicę i naciskam klakson, trąbiąc jak pojebany. – Jezu słodki, w końcu będziemy razem! – Podskakuję z radości i zwalniam, paląc głupa. Jechałem prawie sto osiemdziesiąt obwodnicą, niezbyt mądrze byłoby rozwalić się akurat teraz, co?
    
    Zjeżdżam w kierunku Gocławia, mapy pokazują pięć minut. ...