-
Im dziksza klacz, tym ostrzejsza jazda
Data: 08.01.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... dobiegnie końca. Azjata dopadł do niej w panice. Najpierw odepchnął Kinola, a zaraz potem pośpiesznie rozciął nożem trytytki i uwolnił ręce ofierze. Odwrócił się wściekle do podwładnego. Zwymyślał go taką chińszczyzną, że zbędna była znajomość słów. Tymczasem ciało Małgorzaty bezwładnie osunęło się z maski i runęło na ziemię niczym pusta kukła. W oczach kobiety tańczyła śmierć. Mężczyźni zebrali naprędce swoje rzeczy, w ostrych słowach wyjaśniając sobie ostatnie zajście. Blondyn położył się przy BMW i wyciągnął przyczepiony do podwozia nadajnik GPS, a brodacz uwolnił Krzysztofowi rękę oraz naciął w paru miejscach taśmę, żeby łatwiej było mu się uwolnić. – Dwa tygodnie. – Pokazał na palcach Chińczyk. – Albo wrócimy. Byli gotowi do odjazdu. Obcy samochód, już bez policyjnych świateł, wyjechał tyłem z jednokierunkowej ścieżki. Jego silnik cichł i cichł, aż w końcu zamilkł na dobre. Dopiero wtedy zwinięta w kłębek Małgorzata zawyła rozpaczliwie jak zranione zwierzę. Mechanik nie mógł uwierzyć w to, co słyszy. Ona żyje! W euforii natychmiast wybiegł z auta. Przed samą Małgorzatą zatrzymał się jednak niepewnie. Kobieta jego życia leżała na ubitej ziemi naga, brudna, posiniaczona. Na nadgarstkach i szyi miała purpurowe rany. Był to widok tak przerażający, że nawet zwierzęta nie miały odwagi zakłócać jej rozpaczliwego lamentu. Krzysztof myślał, że najgorsze ma za sobą, lecz odzyskanie sprawstwa jeszcze spotęgowało jego bezsilność. Nie znał odpowiednich słów, więc ...
... po prostu mówił, prosto z serca. Przepraszał, prosił, błagał. Raz o łaskę, a raz o przebaczenie. Obiecywał, że nigdy więcej się to nie powtórzy. Próbował też się tłumaczyć. Jego monolog trafiał jednak w próżnię, bo Małgorzata tak naprawdę była gdzieś daleko stąd. Kucnął przy niej ostrożnie. Tylko po to, żeby usłyszeć najboleśniejsze słowa w życiu: – Nie dotykaj mnie. Błagam… – Łamiący się głos odepchnął go do tyłu. Poszedł więc do samochodu, skąd wrócił z plażowym kocem. Okrył nim Małgorzatę tak delikatnie, jak to tylko było możliwe, po czym usiadł w bezpiecznej odległości. Znowu próbował mówić. Trochę dla siebie, a trochę dla niej. Ilekroć się odzywał, cichy skowyt ukochanej na powrót przeradzał się w krzyk. Zrozumiał, że najlepiej jeśli zwyczajnie zamknie ryj. Rozejrzał się po okolicy. Z lewa i prawa gęste krzewy, a na ścieżce dwa pasma ubitej ziemi, przedzielone odrobiną trawy. Anonimowa droga, od jakich roi się w każdym lesie. Mężczyzna ledwo kontaktował. Bez silnego otępienia jego psychika już dawno rozpadłaby się na kawałki. Małgorzata dalej chlipała, szczękając przy tym zębami. Okoliczne drzewa splotły gałęzie w liściasty płaszcz, by choć odrobinę ogrzać jej zmaltretowane ciało. Nawet reflektory samochodu rzucały na nich światło przed ostatnią sceną dramatu. Nie mogli tkwić tu w nieskończoność. – Marzniesz. Zaniosę cię do samochodu, dobrze? – Nie, nie! Nie! – Paniczne wrzaski spłoszyły z gałęzi obserwującego ich ptaka. Krzysztof nienawidził się ...