-
Im dziksza klacz, tym ostrzejsza jazda
Data: 08.01.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... za to, ale pomimo protestów wziął ją na ręce. – Nie… – dalej zawodziła do księżyca. Nie przestała nawet ułożona na tylnym siedzeniu samochodu, ani gdy Krzysztof podkładał jej pod głowę pustą torbę zamiast poduszki. To wszystko, co potrafił dla niej zrobić. Usiadł za kółkiem. Omiótł tępym wzrokiem deskę rozdzielczą, na której ekrany i kontrolki jawiły mu się niczym skomplikowany kokpit samolotu. Złapał kilka głębokich wdechów. Nie był zdolny do prowadzenia pojazdu, ale nie miał wyboru. Ostrożnie opuścił las, po czym włączył się do ruchu. Jechał intuicyjnie. Kolejne drzewa, znaki drogowe czy domy w co mniejszych miejscowościach pojawiały się i znikały jak na stopklatkach. Na szczęście w środku nocy nie towarzyszyły mu na drodze prawie żadne auta. Jechał wolno, ale konsekwentnie do celu. Ani razu nie obejrzał się za siebie we wstecznym lusterku. Wystarczy, że coraz cichszy szloch ukochanej centymetr po centymetrze wwiercał mu się w umysł. Najchętniej włączyłby radio. Uciekł choć na moment od rzeczywistości. Wiedział jednak, że nie może tego zrobić. Nieważne czy z szacunku do Małgorzaty, czy w ramach pokuty. Po niespełna godzinie od rozpoczęcia jazdy w samochodzie zrobiło się cicho. Bynajmniej nie pusto, bo kamień, który dopiero co spadł Krzysztofowi z serca, przygniótł go nagle ciężarem niewypowiedzianych słów. „Nie zasłużyłam na to”. „Nigdy już nie będę taka sama”. „Tatuś by mnie obronił”. „Dlaczego mi to zrobiłeś?”. Prześlizgujący się po ...
... plecach wzrok zapłakanych oczu doprowadzał go na skraj obłędu. Chcąc mieć to czym prędzej za sobą, odwrócił się do tyłu. Małgorzata spała. Odetchnął z ulgą. Pod jej „nieobecność” mógł na spokojnie przetworzyć to, co zaszło. Pierwszy błąd popełnił na długo przed feralnym zajściem. Nigdy nie powinien był popadać w długi. Brakowało mu też asertywności, by odmówić ukochanej wspólnego wyjazdu. Samo spotkanie z gangsterami było już tylko naturalnym następstwem jego lekkomyślności. Łzy stawały mu w oczach jak deszcz na szybie pozbawionej wycieraczek, rozmazując drogę. Ze zmęczenia coraz częściej zamykał powieki. Miał dość, ale musiał być silny. Dla nich. I był. Choć graniczyło to z cudem, dojechał w jednym kawałku do Powiązek. Przebył powoli dzielnicę przemysłową, minął bokiem centrum miasta i zatrzymał się dopiero na parkingu strzeżonego osiedla, na którym mieszkała Małgorzata. Jej dom miał nową elewację z szeregiem lamp na czujniki ruchu. Na podwórzu zrobiło się jasno, ale sąsiedzkie okna pozostały ciemne. Widocznie wszyscy spali. Tym lepiej. Pomimo protestów partnera, owinięta w koc kobieta samodzielnie doczłapała do klatki schodowej. Tam na czworakach wspięła się do góry. Z klapkami na oczach zmierzała w jedyne miejsce, gdzie mogła poczuć się bezpiecznie. Ani myślała wpuszczać Krzysztofa do siebie. Poczekała, aż ten otworzy drzwi, po czym w nagłym przypływie energii wyrwała mu klucze. Mężczyzna mówił coś jeszcze o wezwaniu lekarza, ale tylko pokręciła zastrachaną głową i ...