-
Im dziksza klacz, tym ostrzejsza jazda
Data: 08.01.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... zamknęła drzwi przed jego nosem. Krzysztof tej nocy nie zmrużył oka. Nieustannie rozmyślał nad przebiegiem traumatycznych zdarzeń. Przed oczami stawały mu kolejne obrazy ukochanej. Najpierw tej walczącej, potem z cierpiętniczymi zmarszczkami i kompletnie zdruzgotanej, gdy było po wszystkim. Mając w pamięci, jak odrzuca go przed drzwiami mieszkania, zastanawiał się, czy jeszcze kiedykolwiek zobaczy jej bezczelny uśmiech z papierosem w ustach. „Dasz radę”. – Jego żałosne słowa odbijały się echem w spartańsko urządzonym pokoju. Dlaczego to powiedział? Nie potrafił znaleźć dla siebie usprawiedliwienia. Małgorzata by się tak nie zachowała. Jej ojciec, choć już w podeszłym wieku, z pewnością znalazłby rozwiązanie. W zasadzie nikt nie postąpiłby w tej sytuacji równie źle, co on. No bo jak, do cholery, miała sobie dać radę? – Kurwa! – ryknął prosto z przepony na całe osiedle. Zbudzony sąsiad w odpowiedzi uderzył parę razy w ścianę. Krzysztof miał to gdzieś. Portowcy nie przez przypadek wzięli na celownik Małgorzatę. Specjalnie uderzyli w jego czuły punkt. I nic to, że Mechanik miał wielu kumpli, bo żadnemu nie ufał na tyle, by zwierzyć się ze swojego bólu. Zamiast tego dusił w sobie negatywne emocje. Do świtu fantazjował o zemście. Nad ranem oprzytomniał. Wzięcie rewanżu jeszcze bardziej naraziłoby go na niebezpieczeństwo. Musiał spłacić dług, naprawić wszystkie krzywdy i wrócić do realizacji swojego pięknego snu. Choćby jednak nie wiadomo co, najpierw ...
... należało zatroszczyć się o Małgorzatę. Pojechał do niej, ale nikt nie otworzył drzwi. Widocznie jeszcze spała. Nie chcąc jej niepokoić, ruszył na ulicę. Miał zaledwie dwa tygodnie na uregulowanie zobowiązań. Zmobilizował więc kilku swoich dealerów oraz zainicjował rozmowy w sprawie większych przemytów, bez których nie miał szans na uzbieranie niezbędnych pieniędzy. Z bólem serca sondował też czarnorynkową cenę za pierścionek, obiecując sobie, że pewnego dnia kupi jeszcze piękniejszy. Gotów był poruszyć niebo i ziemię, byle tylko wszystko się jakoś ułożyło. Popołudniu odwiedził ją ponownie, lecz i tym razem pocałował klamkę. Telefon, który wcześniej nie odpowiadał, teraz od razu odsyłał na pocztę głosową. Wieczorem nie wchodził już nawet na klatkę schodową. W jej oknach było ciemno. Nazajutrz pod drzwiami Małgorzaty dopadło go zwątpienie. Oparł się o ścianę i skomlał jak pies. Narastał w nim niepokój. Czy to możliwe, że targnęła się na życie? Nie wierzył w to. Za dobrze ją znał. Osoby jej pokroju zawsze wracają silniejsze. Krzysztof założył, że przeniosła się do siostry lub ojca, gdzie pomagano jej przetrwać trudne chwile. Trzeciego dnia prosto spod mieszkania Małgorzaty pojechał do firmy jej rodziny. Zatrzymał samochód na parkingu nieopodal. W przeciwieństwie do innych prawniczych gigantów, kancelaria nie mieściła się w szklanym molochu, a w odnowionym gmachu z czerwonej cegły. Ciężkie drzwi z mosiężnymi okuciami wyglądały jak brama do świata, w którym decyzje mają wagę ...