-
O magii krawieckiej (III). Obsydian
Data: 14.01.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... serca mężczyzna wlewał obfite, gorące uwielbienie we wciąż pulsujące wnętrze. Z zachwytem czuł jak płuca wypełnia mu ciepły oddech dziewczyny. Gabinet wirował dookoła. Sophie z westchnieniem opadła na biurko. Poczuł jak się rozluźnia. Długie rzęsy opadły w dół. Chłonął jej piękno, wstrząsany kolejnymi uderzeniami rozkoszy. Delikatne dłonie zachowały resztki sił, by czule gładzić jego policzki. – – szeptała niewyraźnie jakieś pytanie. Piękno jej niezrozumiałego szeptu zmieszało się z ostatnim skurczem. Odpowiedział, jak umiał – długim, czułym pocałunkiem. Przerwał im ból zmęczonych mięśni. Profesor z trudem się wyprostował. Sophie zamrugała i usiadła. Otulił ją ramionami, a ona po raz drugi tego wieczora oparła głowę o ciemnoszarą kamizelkę. Jej oddech przenikał tkaninę i rozlewał się ciepłem po skórze mężczyzny. Ponownie wypełniło go gorące uczucie. Zignorował rozsądek, który szeptał mu, że zrobił coś bardzo złego; nie miał sobie miejsca na poczucie winy. A przynajmniej jeszcze nie teraz. Mimo absolutnej niestosowności sytuacji, obejmowanie Sophie wydawało się najbardziej naturalną i właściwą rzeczą, jaką zrobił od bardzo dawna. Żadna z tych niewielu kobiet, które w życiu trzymał w ramionach, nie wzbudziła w nim takiego poczucia bliskości i radosnego ukojenia. Był tego pewny. Przytulił ją mocniej. Obróciła głowę i przywarła do niego policzkiem. Gładził delikatnie splątane włosy, słuchając jak jej oddech się uspokaja. W końcu przeciągnęła się, a urocze ...
... westchnienie, pełne jakiegoś szczególnego zadowolenia, zabrzmiało jak najpiękniejsza muzyka. – Czy… czy to wszystko naprawdę…? – szepnęła. – Czy my…? Przecież nie mogliśmy… – Zgadzam się. To nie mogło się wydarzyć… Myślę… – Przerwał, gdy drobna dłoń uszczypnęła go boleśnie w plecy. – Sam pan widzi. To jednak nie sen. – Sophie, to nielogiczne. Taki test powinnaś przeprowadzić na sobie. Poza tym… – Na sobie już przeprowadziłam – przerwała mu, wzruszając ramionami. – Poza tym… – W jego głosie zabrzmiała delikatne reprymenda. – …ból we śnie niczego nie przesądza. – A zatem wciąż jest szansa, że się obudzimy? „Tak pewnie byłoby najlepiej” – pomyślał. „Ale jeśli to sen, to wolałbym się nie budzić”. Przez chwilę bawiła się guzikiem kamizelki. – Myśli pan, że to emocje? – zapytała wesoło. – Zaburzyły naszą racjonalną perspektywę? Uśmiechnął się, słysząc własne słowa. – Tak. Wygląda na to, że dokładnie tak się stało – odpowiedział ciepło. – Na szczęście to tylko pojedynczy wypadek przy badaniach i więcej się nie wydarzy, prawda? Usiłowała zadać to pytanie tym samym, żartobliwym tonem, jednak pod koniec jej głos lekko zadrżał. Poczuł, jak dziewczyna zastyga w oczekiwaniu na jego odpowiedź. Zapadła cisza, mimo że Cornelius doskonale wiedział, co powinien powiedzieć. Że to nigdy nie może się powtórzyć. Że jest tyle powodów, głównie dla jej dobra, dla których muszą znaleźć w sobie siłę, by natychmiast zakończyć to, co właśnie się zaczynało. ...