1. O magii krawieckiej (III). Obsydian


    Data: 14.01.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... Wciągnął głęboko powietrze.
    
    – Sophie, posłuchaj… – Zesztywniała. Drobne ręce przestały go obejmować, odsunęła się delikatnie. – To jest bardzo skomplikowane…
    
    Jeszcze bardziej się cofnęła, jednocześnie lekko, ale stanowczo go odpychając. Gdy wysunął się z niej, zadrżała i złączyła nogi, naciągając koszulę na piersi. Zapinał spodnie, obserwując jej twarz. Nie patrzyła na niego, skupiona na własnych guzikach.
    
    Czuł że im dłużej milczy, tym bardziej dziewczyna się zamyka i oddala od niego. Rozsądek chwycił go za gardło i ścisnął, szepcząc do ucha, że to najlepsza droga.
    
    “Nawet nie musisz nic mówić. Zobacz, już się domyśliła”.
    
    Ból był nie do zniesienia. Nie mógł patrzeć na nagle pobladłe policzki, na spuszczoną głowę, na drżące palce zapinające koszulę.
    
    – Nie mogę ci obiecać, że to się więcej nie wydarzy – powiedział i niemal poczuł, jak jego rozsądek krzywi się z rozczarowaniem.
    
    Dziewczyna podniosła chłodne spojrzenie. Milczała, najwyraźniej czekając na wyjaśnienia, więc profesor mówił dalej:
    
    – Powinienem skłamać, ale nie potrafię. – Trzymała brodę wysoko. – Emocje które wywołujesz… Mam poważne podejrzenia, że ich nie da się opanować. – Rozluźniła się, a jej wzrok lekko się ocieplił. – Ja… chyba nie chcę tego opanowywać.
    
    Zacisnęła wargi, powstrzymując uśmiech. Cornelius podszedł bliżej i oparł się o biurko obok siedzącej na blacie dziewczyny.
    
    – Mam wrażenie… – szepnął – …jakby coś mi ciebie zasłaniało mi przez te cztery lata. Nie zauważyłem… albo ...
    ... nie chciałem zauważyć, kiedy stałaś się tak… – Sophie, już wyraźnie rozpogodzona, słuchała, delikatnie machając nogami. Mężczyzna zmarszczył brwi. – O czym ja w ogóle mówię! – Pokręcił głową. – Nigdy nie powinienem…
    
    Studentka podsunęła się bliżej i dotknęła jego ramienia.
    
    – Profesorze, niech pan się nie zadręcza. Ja… ja też mogłam… opanować emocje. Wyjść wcześniej…
    
    – Nie, to moja odpowiedzialność Sophie. Powinienem był… Ale ta twoja szczerość, talent i … Nie rozumiem, bo przecież zwykle jesteś tak bardzo irytująca. – Rozłożył bezradnie ręce a Sophie zrobiła urażoną minę.
    
    – Irytująca? – zapytała ze zdziwieniem.
    
    – Owszem, jesteś najbardziej irytującą studentką.
    
    Prychnęła.
    
    – To dlaczego zawsze pan tak na mnie patrzył?
    
    – To znaczy jak? – zapytał, myśląc, że przecież zwykle usiłował ciskać w nią błyskawice wzrokiem.
    
    – Zawsze było coś w pana spojrzeniu. Jakby pan mnie chciał… Nie wiem. Przytulić? Zjeść? – Roześmiała się i oparła głowę na okrytym płaszczem ramieniu. – Albo obie te rzeczy na raz. Pewnie to sobie wyobraziłam.
    
    – Zapewniam, że nigdy nie planowałem cię przytulać ani spożywać – powiedział, obiecując sobie sprawdzić w lustrze swoje spojrzenie.
    
    Trwali chwilę w ciszy, aż w końcu Sophie szepnęła:
    
    – Te słowa…
    
    – Które?
    
    – Te o moich oczach… o mojej urodzie… Chciał pan wtedy powiedzieć jeszcze więcej, prawda?
    
    Zmarszczył brwi na wspomnienie tego, co cisnęło mu się wtedy na usta.
    
    – W pewnym sensie.
    
    – Powie mi pan to wszystko? – ...
«12...161718...21»