1. O magii krawieckiej (III). Obsydian


    Data: 14.01.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... poprosiła. – Bardzo bym chciała…
    
    – Obawiam się, że jakieś silne emocje musiałby znowu osłabić mój rozsądek.
    
    – Aha. – Dotknęła jego dłoni. – Mam na to kilka pomysłów…
    
    Wsunął swoje palce między jej i zamknął delikatnie. Przez kilkanaście oddechów siedzieli w ciszy, po czym Sophie zamruczała i ścisnęła go mocniej.
    
    – Jak to możliwe… że pan tak długo? – zapytała cicho. – A ja… tyle razy! I tak… intensywnie! – Pokręciła głową z niedowierzaniem. – Ja nigdy…
    
    Ciepły głos był pełen szczerego podziwu, a profesor uśmiechnął się, słuchając z zadowoleniem.
    
    – No cóż, najwyraźniej jestem geniuszem nie tylko w dziedzinie…
    
    – To płaszcz, prawda? – przerwała mu pytaniem.
    
    Skrzywił się lekko i westchnął.
    
    – Tak, to płaszcz – potwierdził bez entuzjazmu.
    
    – Ale jak? Skąd ogień? Co to za zaklęcie?
    
    – Panno de Clairiénne, znowu zadaje pani za dużo pytań.
    
    Zachichotała, a on podniósł połę płaszcza i kilka razy potarł bardzo mocno o spodnie. Niewielkie dwukolorowe języki przez chwilę pełgały po tkaninie.
    
    – To wełna z runa owcołaków – wyjaśnił. – Wystarczy ją lekko rozgrzać, a pojawia się ogień. Zupełnie nieszkodliwy. To rodzaj mechanizmu obronnego tych zwierząt. Są bardzo rzadkie i robią wszystko, by sprawiać wrażenie niebezpiecznych. Potrafią regulować temperaturę skóry, a tym samym wywoływać płomienie.
    
    Przypomniał sobie, jak dziwnie się czuł, głaszcząc ich ogniste pyszczki i drapiąc między powykręcanymi rogami. Kiedy stado się z nim oswoiło, ich runo szybko ...
    ... zgasło i tylko wodziły za nim czerwonymi ślepiami, mrucząc z zadowolenia jak koty. Nie mógł uwierzyć, że kłapanie zębów i krzesanie racicami iskier to kolejne przejawy wielkiej sympatii. Dziewczyna poruszyła się, siadając wygodniej na krawędzi biurka.
    
    – Ale dlaczego płaszcz się rozgrzał? – zapytała. – Chciałabym wszystko dobrze zrozumieć, panie profesorze.
    
    – Oczywiście, panno de Clairiénne, skoro pani nalega. – Wstał i odchrząknął. – Otóż zaklęcie w płaszczu ma uzupełniać siły właściciela, kiedy wykryje zmęczenie.
    
    – Zmęczenie? – zapytała, uśmiechając się wesoło. – Czy ja pana zmęczyłam?
    
    – Poniekąd. To dość stary czar – mówił, przechadzając się przed biurkiem tam i z powrotem. – Zakłada jedynie ubytek sił, nie specyfikując dokładnego rodzaju osłabienia. Wygląda na to, że zaklęcie dopuszcza się ciekawych interpretacji, co jest zmęczeniem, a co nie.
    
    – Czyli uznał, że pana zmęczyłam?
    
    – Tak. A ponieważ zmęczenie było… znaczne, płaszcz aktywował ogromną ilość mocy. Jej szybki przepływ obciążył tkaninę, która bardzo się rozgrzała. Zwykła wełna zapewne spłonęłaby. Razem ze mną. – Oczy dziewczyny rozszerzyły się. – Na szczęście, wełna z runa owcołaków, już stosunkowo lekko podgrzana, zaczyna wypromieniowywać nadmiar ciepła w postaci nieszkodliwych płomieni. Dzięki temu płaszcz nigdy nie osiąga niebezpiecznej temperatury.
    
    Sophie znowu uśmiechała się szeroko.
    
    – To naprawdę bardzo ciekawe – westchnęła. – Czyli skąd dokłanie wziął się wzrost temperatury?
    
    Zmarszczył ...
«12...171819...»