1. O magii krawieckiej (III). Obsydian


    Data: 14.01.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... brwi.
    
    – Panno de Clairienne, przeciez właśnie wyjaśniłem – powiedział surowym głosem. – Przepływ ogromnej mocy…
    
    Urwał. Młoda kobieta patrzyła na niego wyczekująco. Niemal tym samym, przenikliwym spojrzeniem, co na wykładach.
    
    – Sophie… – powiedział, pocierając kark.
    
    – Tak, profesorze?
    
    – Dlaczego pytasz o coś, o czym właśnie przed chwilą mówiłem?
    
    – Och, przepraszam. – Wzruszyła ramionami z rozbrajającym uśmiechem. – Po prostu lubię, kiedy mówi pan fascynujące rzeczy. Mogłabym słuchać tego bez końca.
    
    – Hm – zamyślił się, a sens jej słów powoli do niego docierał.
    
    A potem opowiedział jej wszystko. Jak zdobył z Victorem wełnę, jak razem badali jej właściwości, i wreszcie jak opracowali zaklęcie, które umieścili w dwóch bliźniaczych płaszczach. Zasypał ją szczegółami i obserwował, jak rozpalają wyobraźnię młodej kobiety.
    
    – A czy… ten płaszcz wciąż działa? Cały czas? – zapytała, kiedy skończył.
    
    – Nie, Sophie. – Uśmiechnął się. – Energia w nim się skończyła. Poza tym jest już późno….
    
    Dokładnie w tym momencie zegar zaczął wybijać godzinę. Studentka z niepokojem uniosła głowę.
    
    – Dziewiąta! Za piętnaście minut zamkną mi dormitorium! – powiedziała, zeskakując z biurka.
    
    Rozejrzała się, złapała bieliznę i wcisnęła ją do plecaka, a potem zaczęła zbierać rozrzucone księgi i notatniki.
    
    – Zostaw – powiedział ciepło. – Idź już, żeby zdążyć.
    
    – Ależ profesorze! – oburzyła się. – Jaką byłabym asystentką, gdybym zostawiła tu taki ...
    ... bałagan!
    
    Błyskawicznie ułożyła zeszyty w równe sterty. W pewnym momencie sięgnęła po chusteczkę i z delikatnym uśmiechem starła wilgoć z brzegu biurka, zerkając nieśmiało na mężczyznę. Obserwował ją bardzo uważnie.
    
    Kiedy skończyła, podeszła do niego z plecakiem na ramieniu i położyła dłoń na jego piersi. Drobne palce pogładziły materiał kamizelki. Stanęła na czubkach butów i pocałowała go w policzek. Wciągnął głęboki oddech lawendowego zapachu, a młoda kobieta odbiegła do drzwi. Profesor wyciągnął różdżkę i otworzył zamek.
    
    Zatrzymała się w przejściu.
    
    – Do jutra, profesorze? – Spojrzała pytająco, delikatnie zmienionym głosem.
    
    Mimo półmroku, wydało mu się, że w jej oczach widzi błysk niepokoju.
    
    – Tak. Do jutra, Sophie – odpowiedział uspokajająco.
    
    Stała chwilę bez ruchu, przygryzając wargę, po czym podbiegła do niego z powrotem. Przywarła do niego płomiennym pocałunkiem. Przytulił ją mocno i długo. Odsunęła się i wpatrzyła w jego oczy bardzo uważnie. Ujął delikatną twarz w dłonie i szepnął z absolutnym przekonaniem:
    
    – Wszystko. Będzie. Dobrze.
    
    Uśmiechnęła się szeroko i wybiegła z gabinetu, zamykając za sobą drzwi. Cornelius podszedł powoli do biurka, usiadł w fotelu i odetchnął głęboko. Wsłuchiwał się jeszcze chwilę w szybki stukot obcasów na korytarzu, zastanawiając się, jak mógł kiedyś uważać ten odgłos za nieprzyjemny.
    
    Pogrążył się w zadumie. Nie mógł uwierzyć w to, co właśnie się wydarzyło. Dopóki trzymał ją w ramionach, wydawała się taka rzeczywista, ale teraz? To ...