1. O magii krawieckiej (III). Obsydian


    Data: 14.01.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... przecież nie mogła być prawda? Profesor Threadforge i Sophie de Clairiénne? Poczuł ciepło na twarzy.
    
    „Czy ja straciłem rozum?” – zapytał sam siebie, wiedząc, że to jedyne sensowne wyjaśnienie.
    
    Przypomniał sobie, ile razy prychał z pogardą, czytając w gazetach, jak podobne romanse niszczyły kariery. Ile razy kręcił głową, myśląc, jakim trzeba być idiotą, by uwikłać się w coś takiego. Gdyby ktoś odkrył taki związek, nie tylko Sophie byłaby skończona. Witchenmoor był bezwzględny dla kadry, która angażowała się w nieodpowiednie relacje.
    
    Dotknął blatu tam, gdzie siedziała dziewczyna. Palcem obrysował miejsce, w którym drewno pociemniało od wspólnej wilgoci.
    
    Oparł czoło o dłoń. Mimo niebezpieczeństwa, czuł jedynie cień niepokoju i wyrzutów sumienia. Te rozsądne emocje były wprost przytłoczone nastoletnią radością i podekscytowaniem. Wręcz wybiegał już myślami do jutrzejszego spotkania. Uśmiechnął się. A potem sięgnął jeszcze dalej w przyszłość i jego radość zgasła. Spóźniona chmura strachu i poczucia winy uderzyła.
    
    Czy on naprawdę powiedział jej przed chwilą, że wszystko będzie dobrze? Przecież oprócz kilku chwil razem, nic innego nie ma prawa być dobrze! Wciągnął gwałtownie powietrze, myśląc, jak bardzo wszystko się skomplikuje. Przed oczami nagle widział możliwe konsekwencje jedna po drugiej, zupełnie jakby otworzył zakazaną księgę i nie mógł przestać patrzeć. Zbladł i przeczesał włosy obiema rękami.
    
    „Na srebrne spodnie Albertusa! Jej rodzice są w moim ...
    ... wieku!”
    
    Przełknął ślinę i zmusił umysł, by ten oderwał się od przerażającej przyszłości.
    
    „Spokojnie. Wystarczy dopilnować by nikt się nie dowiedział. Ona znudzi się tobą i wszystko wróci do normy.” – Ta myśl, zamiast go uspokoić, sprawiła jedynie zaskakująco silny ból. Aż się skrzywił.
    
    „Co się ze mną dzieje!?” – Wyciągnął przed siebie palce. Drżały.
    
    Postanowił chwilę jeszcze popracować. Może to go uspokoi? Otworzył notatnik na zaklęciu usuwającym blizny i zniekształcenia skóry, nad którym pracował, kiedy mu przerwała. Przebiegł wzrokiem po znakach, czując niemal natychmiastową ulgę, gdy jego rozbiegane myśli wplatały się w magię krawiecką.
    
    Chwilę później zauważył błąd, którego wcześniej długo nie mógł znaleźć. Wziął do ręki pióro. Trzymał je przez chwile, widząc w wyobraźni drobną, uroczą dłoń, która niedawno nim pisała. Westchnął i naniósł poprawki na pergamin.
    
    „Blizna pod łopatką” – przypomniał sobie, pisząc.
    
    Zamknął zeszyt i odłożył go na samą górę stosu zaklęć do testowania. Zauważył, że wszystkie okładki ułożone są dokładnie tak, jak wcześniej. Z podziwem pomyślał, że dziewczyna jakimś sposobem zapamiętała kolejność i mimo pośpiechu odtworzyła ją.
    
    Po chwili wahania wyciągnął zeszyt z samego spodu – ten z zaklęciami dla Viktora – i przełożył go na górę. Ogarnęły go wątpliwości i wyrzuty sumienia. Nie powinien przecież zmieniać priorytetów, kierując się emocjami, które wywoływała w nim nowa asystentka!
    
    „A przynajmniej nie tak bardzo” – stwierdził i ...