1. O magii krawieckiej (III). Obsydian


    Data: 14.01.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... pobrzmiewała podejrzliwość. – Czy…? – Zawahała się. – Przepraszam, ale muszę się upewnić. Czy czasem nie mówi pan tego wszystkiego tylko dlatego, że trzyma pan rękę w moich majtkach?
    
    Profesor zamrugał i poczerwieniał. Zabrał szybko ręce, a uwolnione figi zaczęły spadać. Złapał je i zmiął w zaciśniętej dłoni. Tracąc kontakt ze skórą Sophie, stały się na powrót zwyczajnym, choć bardzo ciepłym kawałkiem materiału.
    
    – Oczywiście, że nie! – powiedział z oburzeniem. – Przecież to tylko… ! Ręczę pani, że to nie miało żadnego związku! Nie miała ich pani nawet na sobie! To znaczy… wtedy nigdy bym… !
    
    Roześmiała się. Mężczyzna przeczesał włosy. Nie był pewny, czy dał się nabrać na żart, czy ona rzeczywiście miała wątpliwości. Sam nagle zaczął zastanawiać się, czy aby na pewno dotyk jej bielizny nie miał żadnego wpływu na jego myśli. Bez wątpienia coś z jego głową było nie w porządku. Studentka z uśmiechem wyciągnęła otwartą dłoń przed siebie.
    
    – W takim razie zapiszę pana komplementy w pamiętniku, bo sama sobie jutro nie uwierzę, co powiedział mi profesor Threadforge.
    
    Mężczyzna oddał biały skrawek tkaniny, a Sophie spojrzała na niego promiennie. Cornelius nie był już w pełni swoich władz umysłowych. Trudne i intensywne przeżycia tego wieczora mocno odcisnęły się na jego psychice. Przyszło mu do głowy, że powinien ją i siebie przekonać, że nie przemawiał przez niego kontakt z bielizną. Powinien wyjaśnić to jeszcze w dwóch, trzech miłych zdaniach.
    
    Wpatrzył się w ...
    ... zachwycający uśmiech, sięgnął do wnętrza siebie głębiej niż zwykle, a może nawet głębiej niż kiedykolwiek. Poszukał najszczerszych słów, jakie chciałby jej powiedzieć. Z zaskoczeniem odnalazł ich w swojej duszy setki, a nawet tysiące. Uwięzione głęboko pod jakąś dziwną, twardą skorupą, wirowały i przepychały się między sobą, od dawna marząc, by profesor je wypowiedział lub choćby zdał sobie sprawę z ich istnienia. Skrzywił się lekko z niesmakiem, bo słowa układały się w ckliwe, pretensjonalne zdania, które czasem widywał w prasie brukowej, gdzie drukowano powieści w odcinkach. Brał ostrożnie jedno po drugim i zmieniał szybko w coś na tyle stosownego, by móc powiedzieć to na głos.
    
    – Z przyjemnością podejmę się pani dalszej nauki. Mam nadzieję, że będzie pani mogła przychodzić jak najczęściej.
    
    Skinęła głową z entuzjazmem, a Cornelius znowu sięgnął w głąb siebie.
    
    – Zapewniam, że to nie dotyk pani bielizny przeze mnie przemawiał.
    
    Słysząc, jak profesor znów się tłumaczy, zachichotała. Kolejne zdania już same pojawiały się w głowie mężczyzny.
    
    – I nie był to też zapach pani perfum.
    
    Uśmiech Sophie zadrżał jak płomień świecy na przeciągu. Usta wciąż jeszcze próbowały utrzymać gasnącą wesołość, ale oczy młodej kobiety patrzyły już z całkowitą powagą, powoli otwierając się coraz szerzej.
    
    – Ani nawet pani niezwykłe oczy – powiedział ciszej, niejasno zdając sobie sprawę, że chyba gdzieś już przekroczył granice taktu.
    
    Ostatnie echa radości dogasły na wargach dziewczyny. W ...
«12...456...21»