1. O magii krawieckiej (III). Obsydian


    Data: 14.01.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... świadomości profesora rzeka natrętnych słów płynęła coraz szybszym nurtem.
    
    Niemal zakrztusił się, słysząc własne myśli. Skąd to zupełnie nieprzyzwoite pragnienie? Skąd te cukierkowe, naiwnie nastoletnie słowa? Nie mógł przecież nic z tego powiedzieć, nie dało się tego zmienić w nic, choćby odrobinę przyzwoitego!
    
    – Jest pani wyjątkowo… emm… To znaczy, pani uroda… – Wciągnął głęboko powietrze. – Ja pragnę… – Szept całkiem uwiązł mu w gardle.
    
    Prawie wstrzymała oddech, patrząc intensywnie, a jej szeroko otwarte oczy robiły się coraz bardziej wilgotne. Oszołomiony Cornelius zastanawiał się, czy czasem nie jest chory.
    
    – Proszę mi wybaczyć, panno Sophie. – Przyłożył rękę do czoła, jakby sprawdzał temperaturę. – Ja... ja naprawdę nie mam najmniejszego pojęcia, dlaczego to wszystko mówię…
    
    Wilgoć w pełnych niedowierzania oczach studentki zadrżała. Widać było, że ona również nie myśli już rozsądnie. Rozmarzone spojrzenie płonęło zachwytem, zupełnie jakby w jakiś niemożliwy sposób wyczuwała prawdziwe znaczenie ukryte w słowach profesora. Zrobiła szybki krok i stając na palcach, odcisnęła krótki, gorący pocałunek na wargach mężczyzny.
    
    Zakołysał się. Sophie, wstrząśnięta tym, co właśnie zrobiła, natychmiast się cofnęła. Zamrugała. Po policzkach popłynęły dwie łzy. Zasłoniła usta obiema dłońmi. Upuszczone białe figi upadły na zimną kamienną podłogę. Patrzyła z szeroko otwartymi oczami, robiąc się coraz bledsza.
    
    – N-najmocniej pana przepraszam, n-nie wiem c-co ja ...
    ... sobie… – plątała się, przestraszona.
    
    Ręce profesora zwisły bezwładnie. Gdzieś w jego umyśle rozległ się trzask pękającego obsydianu. Na ustach płonęło miękkie muśnięcie tych cudownych warg, które teraz ukryły się się za drobnymi palcami. Stał bez ruchu, podczas gdy emocje w nim eksplodowały, całkowicie uwolnione z magicznego więzienia. Nagle wydała mu się jeszcze piękniejsza. Coś płonęło w nim oślepiającym płomieniem. Zacisnął rozdygotane dłonie w pięści.
    
    Studentka, coraz wyraźniej przerażona, z desperacją szukała jakiejś reakcji w zastygłej twarzy mężczyzny.
    
    – Proszę! – szepnęła. – Czy możemy o tym zapomnieć… ? – Ukryła całą twarz w dłoniach. – Nie wierzę, że to zrobiłam. Jestem taka… głupia… – Ostatnie słowo ledwo przecisnęło się przez dławiący skurcz.
    
    Cornelius podszedł do niej i chwycił jej ozdobne mankiety. Delikatnym, ale stanowczym ruchem rozsunął nadgarstki jak dwa białe kwiaty, odsłaniając ukrytą za nimi niemal równie białą twarz. Ostrożnie uniosła wilgotne, pełne obawy spojrzenie.
    
    – Obiecuję, że to już nigdy się nie powtórzy! – szepnęła, kręcąc głową. – Proszę…
    
    Profesor oniemiał, wodząc zachwyconym wzrokiem po bladych policzkach, długich czarnych rzęsach i fioletowych lokach. Chciał powiedzieć coś, co ją uspokoi. Nie umiał znaleźć słów. Żadnych. Uwolniony żar płonął w nim, żądając, by natychmiast pochłonął ją w uścisku i zatopił jej niepokój pocałunkami. Patrzył na kąciki pięknych ust, które przed chwilą musnęły go najsłodszym dotykiem. Drżały teraz ...
«12...567...21»