-
O magii krawieckiej (III). Obsydian
Data: 14.01.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... lekko, wyginając się w dół. Sophie zamrugała. Kolejna łza popłynęła po policzku. „Nie płacz…” – chciał powiedzieć, ale umiał wydobyć głosu. Kciukiem otarł kroplę wilgoci, czując ciepło gładkiej skóry. W przestraszonym spojrzeniu młodej kobiety pojawiła się nieśmiała iskra nadziei. Zanurzył dłoń w miękkim fiolecie i przyciągnął do siebie, pochylając się lekko. Nie stawiła żadnego oporu. Jej powieki nagle stały się bardzo ciężkie, a wargi powoli rozchyliły się, uwalniając ciepłe westchnienie ulgi. Dotknął jej ust swoimi, ledwie musnął. Zamarł, jakby coś nie pozwalało mu na więcej. Trwali tak w niedokończonym pół-pocałunku, a ich ciepłe oddechy coraz szybciej się mieszały. „Co ja robię?! To moja studentka. Prawie dwa razy młodsza! Powinienem to przerwać…” – Słowa w głowie obezwładniały go, odbierając możliwość nawet najmniejszego ruchu. „Jeśli to odkryją, to koniec z jej karierą. I moją zresztą też”. Jednak z każdym uderzeniem serca, żar w jego duszy płonął coraz mocniej. Rozsądne myśli zapalały się i czerniały jedna po drugiej, tracąc treść i znaczenie jak kartki rzucone w ogień. Kiedy ostatnia zamieniła się w popiół, Cornelius uległ pragnieniu. Drgnął i przycisnął wargi do pełnego oczekiwania oddechu dziewczyny. Gorąca, wilgotna rozkosz przeniknęła go na wskroś. Sophie westchnęła z zachwytem. Pociągnęła nosem. Jej drobne usta poruszyły się, nieśmiało oddając namiętny pocałunek. Smakował ją powoli i ostrożnie, wciąż nie dowierzając, co robi ze swoją ...
... studentką. W jego głowie rozświeciły się wszystkie możliwe alarmy. Miękkie wargi dziewczyny pieściły go z rosnącym entuzjazmem, gasząc wszystkie czerwone światełka, jedno po drugim. Słodkie, lekko kwaskowe nuty przywodziły na myśl skąpane w słońcu owoce, a wszechobecny aromat lawendy kolorował je w umyśle na fioletowo. Resztki łez zniknęły, roztarte pomiędzy poruszającymi się policzkami. Drobne palce wsunęły się w jego włosy. Przeszedł go dreszcz. Dotykała go delikatnie, ostrożnie, z jakąś niezwykłą czułością. Z wolna jej oddech przyśpieszał, a usta nabierały śmiałości. Ręce mężczyzny zsunęły się niżej. Nie przerywając pocałunku, gładził ciepło jej skóry przez cienką bawełnę; zachwycał się sposobem, w jaki smukła talia dziewczyny rozpływa się w szerokie, zaokrąglone biodra. Westchnął, zacisnął palce i przyciągnął ją do siebie z całych sił. – Och! – Spił z jej warg stłumiony okrzyk. Uśmiechnęła się szeroko. Tym razem nie czuł wstydu, kiedy zaskoczył ją twardością niewyszukanego komplementu. Przylgnęła do niego z entuzjazmem, całując jeszcze mocniej i próbując zgnieść ten spory podziw między ich ciałami. Jej wysiłki odchyliły go lekko w prawo i wypełniły całe ciało profesora płomienną przyjemnością. Coraz bardziej ośmielony, wsunął język w szeroki uśmiech studentki, starając się dogłębnie zbadać to cudowne zjawisko. Odnajdywał owocowy smak w najdalszych zakamarkach, a wilgotne odgłosy naukowej eksploracji rozbrzmiały głośniej od przenikających się westchnień. Zatracił ...