-
Bałtycki Rybak Dusz (III)
Data: 22.01.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... brzmiały jak ścieżka dźwiękowa do horroru. — Spuszczę cię na dziób, uważaj na maszt, bo jak się zaplątasz, to dupa — usłyszałem od pilota. — „Ratownik 01” tu „Hoplit 03”, podaj wasz status — rzucił w radiotelefon dowódca. — Tu „Ratownik 01”, jeden YELLOW, jeden bez obrażeń, potrzebna deska i pomoc drugiego ratownika, sama nie dam rady ułożyć poszkodowanej na desce — usłyszałem głos Klaudii. Paweł ustawił śmigłowiec w zawisie. Był na bezpiecznej wysokości. Podobnie jak pamiętnym razem, sygnał ostrzegawczy wysokościomierza co chwila się załączał. — „Ratownik 03”, gotowy — zameldowałem, zakładając maskę na twarz. Siekł mnie po twarzy silny wiatr i deszcz. Dowódca podpiął mnie do liny wyciągarki. — Ratownik gotowy do opuszczenia — zameldował pilotowi. — Opuszczać. Powodzenia. Trzymam maszynę w zawisie. – usłyszałem. Powoli opuszczano mnie w dół. Widziałem kołyszący się pokład kutra. Dziób nienaturalnie wystawał ku górze. Rufa była niewidoczna, częściowo zalana wodą. Doczepiony do kosza starałem się jakoś korygować proces opuszczania. Mocne podmuchy wiatru rzucały mną na prawo i lewo. Im bardziej rozwijała się lina wyciągarki, tym większa była amplituda wychyłów. Nogami odbiłem się od wierzchołka masztu. Teraz czekało mnie najgorsze. Obawa, że razem z tym koszem zaplątam się w liny omasztowania kutra i utknę tam na dobre. Po raz kolejny udało mi się odbić od masztu. Dowódca, wychylony do granic możliwości, sterował liną wyciągarki jak mógł ...
... najlepiej. Kontrował i zatrzymywał ją, gdy tylko niebezpiecznie zbliżała się do masztu. Dojrzałem na dolę sylwetkę Klaudii. Czekała, by mnie przechwycić. Udało się. Chwyciła mnie i pociągnęła do siebie. — Radek — rzuciła zdziwiona. — A kogo się spodziewałaś, przecież nie zostawię was tutaj samych — odparłem, odpinając się od kosza. Uderzyła kolejna wysoka fala. O mało co nie zmyło nas z pokładu. Pozostawiłem kosz. Nie doczepiałem go do niczego. To byłoby zbyt niebezpieczne. Wyciągnąłem z niego tylko deskę ortopedyczną. — Gdzie Marzena? — zapytałem. — W sterówce, chodźmy — odparła. — Tu „Ratownik 03” jestem na pokładzie. Wszystko w porządku. Tkwijcie w zawisie. Kosz niezabezpieczony, swobodny – zameldowałem. Kolejne mocne uderzenie fali spowodowało, że runęliśmy obydwoje na pokład. Na czworaka dostaliśmy się do sterówki. — Radek? — rzuciła zdziwiona Marzena, widząc moją osobę. — A spodziewałaś się kogoś innego? — odparłem, klęcząc przy niej. Obmacałem jej biodra. Delikatnie spróbowałem ją podnieść. Jęknęła z bólu. Dobrze oceniła swoje obrażenia. Miała połamaną miednicę. Ułożyłem deskę obok jej ciała. — Słuchaj, Klaudia, jak uderzy fala, to sekundę po tym unosimy ją razem i ładujemy na deskę. Dam ci znak. – poinformowałem o swoich zamiarach partnerkę. — Tak, rozumiem, na twój znak — odparła, patrząc na mnie swoimi przecudnymi oczami. Nastąpiło uderzenie fali o nadbudówkę. Odczekałem sekundę. — Już, teraz!!! — wrzasnąłem, wsuwając obie dłonie ...