1. Bałtycki Rybak Dusz (III)


    Data: 22.01.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... Tłoczno, gwarno i jakoś tak przaśnie z tymi stoiskami, gdzie królowały mydło i powidło. Śmigłowiec nabierał wysokości.
    
    — Nie pamiętam, kiedy ostatnio strzelali na Wicku — rozpoczął rozmowę technik pokładowy.
    
    Rzeczywiście, był dobry rok przerwy. Teraz kiedy w szybkim tempie staraliśmy się o przyjęcie do NATO, wszelakiej maści jednostki starały się za wszelką cenę wykazać, jak to są super wyszkolone.
    
    Mijaliśmy w oddali jezioro Kopań. Klaudia uśmiechnęła się do mnie, szczerząc swoje piękne, białe zęby.
    
    ****************
    
    Ośrodek Szkolenia Poligonowego Wojsk Obrony Przeciwlotniczej, Wicko, w tym samym czasie.
    
    Grupa przeciwlotników z wojsk lądowych przybyła z odległego garnizonu, zlokalizowanego przy zachodniej granicy, dzień wcześniej. Rozlokowali się w wyznaczonych budynkach. Poligonem zarządzały pododdziały WLOP (Wojska Lotnicze Obrony Powietrznej), a najczęściej to właśnie te jednostki w stalowych mundurach ćwiczyły tutaj strzelania z różnorodnych zestawów przeciwlotniczych średniego i krótkiego zasięgu. Ten rok miał być jednak przełomowy, ponieważ większość goszczących tu jednostek pochodziła z wojsk lądowych.
    
    Był to trudny okres dla Sił Zbrojnych III RP. Wieczne przetasowania, likwidacja garnizonów i jednostek wojskowych, reorganizacja oraz swoisty exodus kadry z jednego garnizonu do drugiego. Chaos i panika, walka o etaty, napływ wszelakiej maści „plecaków” oraz konieczność zagospodarowania doświadczonej kadry tworzyły niebezpieczną mieszankę. ...
    ... Dodatkowo brak środków finansowych, cięcia budżetowe na każdym kroku oraz pozbywanie się starej, doświadczonej kadry tylko dlatego, że służyła w LWP, potęgowały problemy.
    
    Doświadczeni żołnierze odchodzili w pośpiechu na emeryturę, obawiając się rozliczeń z przeszłością. Odejście pułkownika z WKU lub WSzW oraz innych ciepłych posadek nie wpływało tak negatywnie na gotowość armii, jak odejścia specjalistów z jednostek bojowych, które pozostawiały poważne luki pokoleniowe. Odchodzili ludzie z wysługą bliską trzydziestu lat, ale także ci, którzy mieli kilkanaście lat służby i byli delikatnie odsuwani na boczne tory, ponieważ kończyli niepopularne uczelnie na wschodzie lub mieli w rodzinie kogoś z „komuchów”.
    
    Powstawała potężna wyrwa, której nie można było ot tak zasypać świeżymi podporucznikami, młodszymi chorążymi i plutonowymi. Z tej starej gwardii odchodzili wszyscy – oficerowie starsi i młodsi, chorążowie i podoficerowie. Szczególnie te dwa ostatnie korpusy trudno było uzupełnić. Na potęgę likwidowano szkoły podoficerskie i chorążych, nie dając nic w zamian. Ostatnie roczniki trafiały do jednostek niedouczone, bez doświadczenia i pozostawione same sobie.
    
    Z rozwiązywanych jednostek starano się wyłapywać doświadczonych żołnierzy. Niewielu, w większości ci, którzy nie mieli jeszcze 15 lat służby, udało się przechwycić. Służba na dwa domy, rozbite rodziny, rozwody były normą w tych latach, bo jakże to zostawić żonę z dwójką dzieci w Gubinie i pracować w Krakowie lub ...
«12...567...27»