-
Źródło Młodości (część 6)
Data: 26.01.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
Słońce w zenicie – pierwsze zaskoczenie. Sara przez resztę dnia nie wychodziła z namiotu. Siedziała na składanym krzesełku, trzymając małe lusterko w dłoni. Wpatrywała się w swoje odbicie, próbując doszukać się zmarszczek lub innych niedoskonałości. Nie była w stanie zebrać myśli, a tym bardziej kontynuować badań. Jej umysł wciąż brzmiał echem tego, co się wydarzyło — woda, jęki, gorąco, śpiew Iyary... I ta przemiana, którą przeszła nie tylko fizycznie. Z początku była wściekła. Czuła się oszukana — przez syrenę, przez siebie samą, a także pragnieniem młodości, które ją pociągnęło w tę niebezpieczną grę. Jednak z każdą godziną jej gniew zaczął się zmieniać. Powoli, jakby w niej samoczynnie wygasał i zostawiał miejsce czemuś nowemu. Świadomości. Ciekawości. Władzy. Nie mogła cofnąć tego, co dał jej rytuał, ale mogła spróbować to zrozumieć. Poznać lepiej nową siebie i to, co jeszcze może potrafić. Same mity nic nie wspominały o mocy ognia, który teraz posiadła. Pragnęła być tylko młodsza. Nic więcej. * * * Słońce zbliżało się do zenitu, kiedy z głębi obozu dobiegło ciche stęknięcie. Chwilę później przyszło kolejne. Wyszła ostrożnie z namiotu i zobaczyła ich — Marka i Tomka, wciąż leżących nagich na wyschniętej ziemi. Ich usta były spieczone od upału, a skóra pokryta potem i kurzem. Ich ciała... zmieniły się. Sara przystanęła, zaskoczona, choć przecież przeczuwała to wcześniej. Obaj wyglądali inaczej. Starsi. Mocno starsi. Ich młodzieńcze sylwetki ...
... zniknęły, ustępując miejsca zwiotczałej skórze, siwiejącym włosom i oczom z wyraźnym cieniem zmęczenia. Marek podniósł się pierwszy, jęknął, dotykając bolących stawów. Tomek był w szoku, bo natychmiast zaczął rozglądać się nerwowo. Dopiero po chwili obaj spojrzeli na siebie — i jakby nie mogli rozpoznać twarzy, które do tej pory były ich własnymi lustrami. — Co się... co jest...? — wychrypiał Marek. — Nie poznaję cię, stary... — mruknął Tomek. — Co nam...? Wtedy zobaczyli Sarę, która stała w pełnym słońcu, a promienie otulały jej ciało jak aureola. Miała na sobie cienką, przewiewną koszulę, ledwo opinającą się na jej piersiach, które wydawały się pełniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Jej skóra była gładka, napięta, lśniła zdrowiem. Włosy — długie, falujące, jak po luksusowym zabiegu. A oczy... błyszczały tajemnicą. Obaj zamilkli, zapatrzeni. Tak, jakby widzieli boginię. Albo kogoś, kogo nie da się już nazwać człowiekiem. Sara uniosła wzrok i spojrzała na nich z chłodną empatią. Nie było na jej ustach uśmiechu, ani też wrogości. Po prostu była... inna. Stała się kimś lub czymś więcej. — Rytuał coś wam zabrał — powiedziała cicho. — Ale mnie coś dał. Nie powiedziała nic więcej. Wróciła do namiotu, zostawiając ich z ciszą, palącym słońcem i świadomością, że w tej dżungli — coś nieodwracalnie się zmieniło. * * * Obóz spowity był w ciężkiej, drgającej od upału ciszy. Liście palm poruszały się leniwie, a powietrze pachniało suchym drewnem i popiołem po ...