1. Źródło Młodości (część 6)


    Data: 26.01.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... wczorajszej nocy.
    
    Marek klęczał przy przygotowanym stosie gałęzi. Jego ręce drżały, gdy próbował podpalić ognisko, żeby coś zjeść. Zamiast tego, ułamał zapałkę. Trzecia z kolei wypadła mu z palców.
    
    — Cholera… — mruknął, pochylając się nad patykami.
    
    Stawy w palcach pękały głośno, jakby były z wyschniętego drewna. Sara obserwowała go z oddali, siedząc na obalonym pniu, a w jej spojrzeniu było coś nowego — nie współczucie, nie kpina. Coś pomiędzy — chłodna pewność.
    
    Podniosła się i podeszła powoli, a jej stopy ledwie zagłębiały się w miękką ziemię. Kiedy stanęła obok, Marek nawet nie uniósł wzroku. Był głodny i zdeterminowany, żeby w pierwszej kolejności zaspokoić głód.
    
    — Pozwól, że ja to zrobię — powiedziała spokojnie.
    
    Uniósł głowę, jakby chciał zaprotestować, ale wtedy zobaczył, co dzieje się w jej prawej dłoni. Skórę otulił migoczący blask, a potem pojawiło się ciepło — wyraźne nawet z kilku kroków.
    
    Z niczego, jakby wbrew logice, zaczęła formować się mała, pulsująca kula ognia. Jej powierzchnia falowała, tańczyła jak płomień świecy na wietrze, ale nie wydawała dźwięku.
    
    Marek cofnął się instynktownie, potykając o własne stopy.
    
    — Na Boga… — wyszeptał, osłaniając oczy.
    
    Sara patrzyła na niego krótko, bez uśmiechu, po czym lekkim ruchem rzuciła kulę w stos drewna. W jednej chwili gałęzie zajęły się żywym płomieniem, strzelając iskrami w górę.
    
    Tomek przechodził obok, niosąc zwiniętą plandekę, bo chciał opuścić to miejsce. Zatrzymał się gwałtownie, ...
    ... gdy kątem oka dostrzegł to, co się stało. Spojrzał na Sarę, potem na płonące ognisko.
    
    — Ty… ty to… — zaczął, ale zabrakło mu słów.
    
    Sara tylko się odwróciła i odeszła w stronę namiotu, zostawiając obu mężczyzn z gorącym, trzaskającym ogniem i palącym się w ich oczach pytaniem, którego nie odważyliby się zadać.
    
    * * *
    
    Ognista tarcza słońca wisiała nisko nad horyzontem, a jej czerwone światło odbijało się w lśniącej tafli rzeki. Powietrze było ciężkie, nasycone wilgocią i zapachem mokrej ziemi. Sara weszła do wody powoli, pozwalając, by chłodny nurt opływał jej uda, biodra i brzuch. Zanurzyła się po szyję, zamknęła oczy…
    
    I wtedy usłyszała to znowu. Śpiew, ale nie taki jak poprzednio — tym razem głos był bliżej, jakby wnikał prosto do jej myśli. Brzmiał jak szept w języku, którego nigdy się nie uczyła, a jednak rozumiała każde słowo.
    
    — Nie tylko ogień jest twój, dziecko rzeki… — mówił głos, jednocześnie kobiecy i nieludzki. — Masz też władzę nad ich męskością. Nad dumą, żądzą i słabością, którą niosą między nogami. Nawet jeśli zaprzeczą… odpowiedzą na twój rozkaz.
    
    Sara poczuła, jak przez jej ciało przechodzi dreszcz — nie z zimna, lecz z nagłego, podniecającego poczucia mocy. Otworzyła oczy, a zachodzące słońce odbiło się w jej źrenicach jak dwa ogniki. Rozejrzała się naokoło, ale syreny nie było nigdzie.
    
    Wyszła z wody powoli, świadoma każdego ruchu. Krople spływały po jej skórze, a koszula, którą zarzuciła na ramiona, przykleiła się do ciała, podkreślając ...
«1234...7»