1. Panie Łukaszu...


    Data: 08.02.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    W pierwszym przebłysku świadomości dotarło do mnie, że leżę obezwładniony. Ciężkie jak ołów powieki nie pozwalały zobaczyć, do czego przymocowano moje szeroko rozłożone kończyny. Nie podobało mi się to. Nerwowo wytężyłem zmysły. Przez nieprzyjemny szum w uszach przebijały się odległe dźwięki kiczowatego techno, w powietrzu zaś królował chemiczny odór przypominający dopalacze najnowszej generacji. To oznaczać mogło tylko jedno – znajdowałem się w Żizel, klubie nocnym Neona, bossa wszystkich bossów przestępczego półświatka.
    
    Większość ludzi po podobnym odkryciu niechybnie padłaby na zawał, ale nie ja. Moje kąciki ust ust mimowolnie poszybowały w górę, bowiem ten najważniejszy klient kancelarii Biały & Engelmann od lat zawdzięczał wolność mojej skromnej osobie i miał furę powodów, by obawiać się mnie bardziej niż ja jego. Przypomniało mi się, że całkiem niedawno rozbiłem w drobny mak ciążące na nim zarzuty, a premię za podobne sukcesy zwykłem odbierać w formie oralnego masażu lub okładu z cycków najlepszych dziwek w Powiązkach. Co prawda z sześćdziesiątką na karku czułem się już za stary na krzyż świętego Andrzeja, ale gotów byłem znieść niewygody. Może to podłe skąpiradło użyczy mi w tych okolicznościach swojej misski, dopóki wciąż żywa jest pamięć o tym, że wybrano ją niegdyś najpiękniejszą kobietą w kraju?
    
    Pik… pik… pik… Wysokie dźwięki rytmicznej melodii były dziwnie przytłumione, co tylko utwierdzało mnie w przekonaniu, że znajduję się w jednym z lochów podziemnego ...
    ... burdelu.
    
    Coś mi jednak nie pasowało. Ręce miałem wyciągnięte przed siebie jak lunatyk, a to wykluczało przywiązanie do krzyża. Co więcej, chemiczna woń nie mogła pochodzić z narkotyków, o ile ta banda idiotów nie zaczęła palić podrasowanego domestosa. Teoria o wizycie u Neona wisiała już tylko na cienkim włosku tej głupiej muzyki. Z każdą chwilą moje zmysły się wyostrzały, rejestrując coraz to więcej bodźców. Im bliżej byłem prawdy, tym szybciej biło mi serce.
    
    Pik, pik, pik, pik, pik…
    
    O mój Boże! To nie było techno, a pikanie mojego serca w monitorze EKG.
    
    Strach momentalnie zmobilizował mnie do działania. Powziąłem kolejną próbę otworzenia oczu z taką determinacją, jakby była to ostatnia szansa na powrót do świata żywych. Udało się. Blask szpitalnych jarzeniówek przyniósł tępy ból, który w mgnieniu oka ostudził zapał. Kurtyna natychmiast opadła, ale tylko na chwilę. Chciałem czym prędzej zrozumieć, co się u licha dzieje! Zacząłem wyciskać powieki jak sztangę na siłowni. Każde powtórzenie przyzwyczajało mnie do wiązki światła. Z niewyraźnej mozaiki powstawały kolory, z nich zaś kształty. Zidentyfikowałem biały sufit, potem turkusowe kafle na ścianach. Dopiero na końcu moje kończyny, wszystkie w gipsie, nieznacznie podwieszone.
    
    Nie mogłem na to patrzeć.
    
    Musiałem.
    
    Pełen trwogi powiodłem wzrokiem po opatrunkach. Każde spojrzenie powodowało wewnętrzny ból, niczym drapanie otwartych ran. Nieświadomie nakarmiłem najgorsze myśli, które urosły w siłę i zerwawszy się ...
«1234...14»