-
Panie Łukaszu...
Data: 08.02.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... porzuciła wszelkie pozory niewinności, i to się działo. Ślicznotka z coraz to szybszym oddechem zapamiętale nadziewała się na pal. Jakie szczęście, że łóżko nie skrzypiało! W pełnym skupieniu delektowałem się telepiącymi się we wszystkie strony świata piersiami, raz po raz opadającymi z impetem tuż przed moimi oczami. – Panie Łukaszu… – Błagalny ton zwiastował rychły koniec. Znieruchomiała, gdy silne dreszcze na udach przyniosły zwiastun nadciągającego uniesienia. Wreszcie wierzgnęła spazmatycznie, ryknęła przez zaciśnięte zęby. Jej ciało runęło na mnie, dramatycznymi wdechami i wydechami dając świadectwo tego, jak wiele ją to kosztowało. A także jak wiele to dla niej znaczyło. Nawet w tak doniosłej chwili pamiętałem o dobrych manierach i puściłem ją przodem. Dopiero wtedy, z głową pokrytą pięknymi, brunatnymi lokami, dotarłem do kresu. Po wszystkim nie było więcej czułości. Ocknąwszy się, Amelka spełzła z łóżka i ubrała się w pośpiechu. Oszołomiony, dałem się pobieżnie doprowadzić do stanu przyzwoitości. Opuściła salę, nie oglądając się za siebie. Zostałem sam z wątpliwym towarzystwem tajemniczego oka kamery. Nie obchodziło mnie już, czy byliśmy ...
... obserwowani. Chrzanić to. Miałem tylko nadzieję, że jeśli ktoś nas ogląda, zgra mi kopię nagrania. Niedzielne spotkanie z rodziną przebiegało w grobowej atmosferze. Minął raptem miesiąc, a już nie chciało im się do mnie przychodzić. Żona co pięć minut zerkała na zegarek, Małgorzata nudziła się niemiłosiernie, a Ewa gotowa była zabić za każde pytanie, dlaczego wyjeżdża nad morze bez męża. Tylko ja, inwalida przykuty toną gipsu do łóżka, wyglądałem na zadowolonego. Mając żywo w pamięci poprzednią noc, wszystko widziałem w różowych barwach. Od samego rana ptaszki ćwierkały radośnie, a wpadające przez okno promyki światła nastrajały pozytywnie do życia. Ani myślałem pozwolić, by te pijawki wyssały ze mnie bezcenne drobinki szczęścia. – Zostawcie nas na chwilę samych – wygłosiłem rytualną formułę. Obie wyfiokowane damy wstały z miejsc, dziękując Bogu, że to już koniec. Zaraz, zaraz. Nie o to mi chodziło! – Ewo, najdroższa. – Moje oczy prosiły o zrozumienie. – Tym razem chciałbym zamienić kilka słów z Małgorzatą. Przecież czekał mnie jeszcze długi pobyt. Drogi Czytelniku! Przeczytałeś do końca? Pozostaw po sobie komentarz. To najlepsza nagroda dla twórcy.