-
Panie Łukaszu...
Data: 08.02.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... mną nazajutrz więcej czasu. Jeszcze tylko ten przeklęty cewnik… Kolejny dzień stał pod znakiem wyczekiwania na Amelię. Bodaj pierwszy raz nie miałem w tym żadnego interesu. Chciałem tylko usłyszeć, że wszystko u niej w porządku, i choć raz sprawić, by to ona poczuła się lepiej. Mając jej grafik wyryty na blaszkę, doskonale wiedziałem, że przyjdzie na drugą zmianę. Myśl o niej pomogła mi przetrwać nieznośnie długi poranek, lecz krótko po czternastej zniecierpliwienie wzięło górę. Zacząłem doszukiwać się obecności mojej czarnulki we wszystkich rozmowach na korytarzu, a zwłaszcza w każdym przedmiocie upuszczonym niechcący na podłogę. Kolejne fałszywe alarmy odbierały mi nadzieję. Pustka, jaką po sobie zostawiła, była aż nadto bolesna. Przez następne godziny próbowałem zachować przytomność umysłu, co na tym gównianym łóżku wcale nie było łatwe. Myśli stawały się chaotyczne. Czy to możliwe, że ten drań jednak ją zwolnił? Powinienem zadzwonić do Ewy już dziś, czy wstrzymać się z tym do jutra? Nawet nie zauważyłem, jak absurdalne byłoby angażowanie jej w wydumany szpitalny konflikt. Na szczęście postanowiłem obadać sytuację przed podjęciem dalszych kroków. Uzbroiłem się w cierpliwość. Wraz z nastaniem nocy i zgaszeniem świateł mój nastrój jeszcze się pogorszył. Cofnąłem się pamięcią do ostatniej rozmowy z Amelią. Do zapewnień, że następnego dnia dłużej ze mną posiedzi. Z jednej strony nie chciałem dopuścić do siebie myśli, że zaprzątam sobie głowę głupią pielęgniarką, z ...
... drugiej zaś starałem się jakoś ją usprawiedliwić. Może zmienili jej godziny albo wzięła więcej wolnego? Od tych wszystkich rozważań nie mogłem zmrużyć oczu. W szpitalu praktycznie nigdy nie ma ciszy. Nawet nocą na tle pracujących maszyn słychać stękania, utyskiwania i chrapanie. Tym razem było jakby inaczej. Wszystkie te odgłosy przestały mnie dotyczyć. Wiercąc się niespokojnie w gipsowych kajdanach słyszałem głuche echo własnych myśli. Nagle drzwi do sali uchyliły się bezgłośnie. Do środka wpłynęła tajemnicza postać. Zanim zdążyłem odwrócić głowę, zamknęła za sobą drzwi, odcinając dopływ światła. W duchu przekląłem latarnie, które jakby wypięły się tyłem do mojego okna. Najpierw pomyślałem, że to jakaś pielęgniarka, ale ta przecież od razu zapaliłaby światło. Tymczasem ktoś niczym kot zakradał się do łóżka. Oblały mnie zimne poty. Co, jeśli mój wypadek wcale nie był przypadkowy, a odpowiedzialna za to osoba przyszła dokończyć dzieła? Nerwowo sprawdziłem swoją mobilność. Nie miałem żadnych szans na obronę. Przez chwilę na poważnie rozważałem wołanie o pomoc, lecz wtedy z mroku wyłoniła się dobrze mi znana sylwetka. Co ona tu robiła?! Palec Amelii spoczął łagodnie na moich ustach, nakazując milczenie. Nieznacznie kiwnąłem głową, na co odeszła ode mnie parę kroków. Nie widziałem dokładnie, co robi, ale każdy ruch wyglądał na zaplanowany. O dziwo, niczego nie przewróciła, tylko z szelestem sprośnej obietnicy upuściła na podłogę biały uniform. W samej bieliźnie stanęła ...