1. Panie Łukaszu...


    Data: 08.02.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... policzkach łzy. Nie mogłem na to patrzeć. Chciałem wziąć ją w obronę, ale kolejna rewelacja spadła na mnie jak grom z jasnego nieba.
    
    Zwolnił ją.
    
    – Proszę spakować swoje rzeczy.
    
    Amelia, jakby kompletnie nieświadoma wydarzeń dookoła, z nieobecnym wzrokiem postąpiła kilka kroków do wyjścia.
    
    – Stój – rozkazałem, po czym odezwałem się do ordynatora: – Nie może pan tego zrobić.
    
    – Nie mogę? Nie mogę więcej tolerować takich zaniedbań!
    
    – Z pewnością doszło do jakiegoś nieporozumienia; ona dopiero się uczy.
    
    – Podała pacjentowi alergen lekowy. Jest niebezpieczna!
    
    Spojrzałem na nią z zawodem. Sytuacja była poważna, ale przecież ona nie zostawiłaby mnie w potrzebie. W oczy piekło mnie poczucie niesprawiedliwości. Dlaczego spotyka to jedyną osobę, która naprawdę chce mojego dobra?
    
    – Gdyby nie pani Amelia, już drugiego dnia stanąłbym na nogi. – Oboje spojrzeli na mnie zaskoczeni. – Wie pan dlaczego? Bo wśród tych smutnych ludzi nie pozostałoby mi nic innego, jak podejść do okna i spierdolić się na beton z trzeciego piętra!
    
    Nieco spokojniej wyjaśniłem, że choć nie zapisują tego w dziennikach, ta dziewczyna robi za pielęgniarkę, fizjoterapeutę, a nawet psychologa. Że tylko dzięki niej ludzie mają tutaj niezbędne minimum chęci do życia, by w ogóle oddychać, i zanim ją zwolni, powinien chociaż zaopatrzyć oddział w respiratory.
    
    – Błędów nie robi tylko ten, co nic nie robi, a takich tutaj nie brakuje. Ta pani ma wielkie kompetencje, tylko za ciężko pracuje – ...
    ... zakończyłem z pełną stanowczością.
    
    – Decyzja zapadła – zignorował mój wywód.
    
    Ten chłopaczyna chyba zapomniał z kim ma do czynienia! Leżąc w tej trupiarni niewiele mogłem zrobić, ale wciąż miałem pod palcem czerwony przycisk.
    
    – Proszę się dobrze zastanowić, w przeciwnym razie jutro porozmawia pan sobie na ten temat z moją córą.
    
    – To nie będzie konieczne… – wycedził przez zęby.
    
    Gniewnie mierzyliśmy się wzrokiem. On, w pełni zdrów i wciąż w sile wieku, oraz ja, człowiek-gips z fujarą na wierzchu. Nie miał żadnych szans. Po zaledwie kilku sekundach policzki opadły mu jak jakiejś groteskowej postaci z kreskówki.
    
    – …bo myślę, że pani Amelia zasługuje na jeszcze jedną szansę. – Wymownie spojrzał na dziewczynę: – Proszę wracać do pracy.
    
    Odwrócił się na pięcie i zakończył wizytę trzaśnięciem drzwi. Kojącym niczym uderzenie sędziowskiego młotka o krążek rezonansowy. Niemal poczułem, jak spływa na mnie splendor odniesionego zwycięstwa. „Uniewinniona ze wszystkich zarzutów”.
    
    Zapadła cisza. Amelia ciężko przeszła całe zajście. W pomieszczeniu dało się słyszeć tylko jej ciche chlipanie. W końcu się ocknęła. Opróżniła nos, a potem podeszła do łóżka na chwiejnych nogach.
    
    – Nie wiem jak panu dziękować… – Pocałowała mnie w czoło.
    
    Korzystając z okazji, zajrzałem głęboko w jej kompetencje.
    
    – Nie trzeba. Naprawdę nie trzeba…
    
    W takim stanie nie była zdolna do dalszej pracy. Nakazałem jej, by wzięła sobie do jutra wolne, na co z ulgą przystała i obiecała spędzić ze ...
«12...91011...14»