-
Panie Łukaszu...
Data: 08.02.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... Pomimo licznych przeszkód ukończyła studia, co było dziejowym osiągnięciem w całej historii rodziny. W szpitalu pracowała od paru miesięcy i wkładała w to całe serce, żeby tylko nie zmarnować swojej szansy na lepsze życie. Jakże daleką drogę Amelka przeszła! Także w moim postrzeganiu. Studia, które dla moich córek były formalnością na drodze do prawdziwych wyzwań, dla niej oznaczały szczyt możliwości. Mimo to łączyło nas bardzo wiele. Oboje przecieraliśmy szlaki dla naszych rodzin i dokonywaliśmy rzeczy, o jakie nas nie posądzano. Nieoczekiwane odkrycie nasunęło mi spontaniczne pytanie: czy przy odwróceniu ról zaopiekowałbym się nią równie dobrze? Chętnie ujrzałbym ją w podobnej pozycji, na pewno miałem też większe doświadczenie w pojeniu miłych pań przez rurę, ale wątpię, bym dał radę tak zaangażować się w imię czyjegoś dobra. Tym większego nabrałem do niej szacunku. Rychło w czas, bo nazajutrz dojść miało do prawdziwego trzęsienia ziemi. Zapowiadał się piękny dzień. Z samego rana lekarze poinformowali, że kości zrastają się prawidłowo, a mój organizm regeneruje się szybciej, niż należało przypuszczać. Pomimo upływającego czasu pobyt w szpitalu stawał się coraz mniej uciążliwy, a ja bodaj pierwszy raz z optymizmem spojrzałem w przyszłość. Czarne chmury zebrały się nade mną dopiero w trakcie południowych zajęć z fizjoterapeutą. Cholerny idiota trącił cewnik w taki sposób, że ten odłączył się od worka na mocz. Zamiast dać sobie spokój i wsadzić wszystko na ...
... właściwe miejsce, natychmiast pobiegł do pielęgniarek, że niby jakieś zanieczyszczenie! Z zażenowania aż zamknąłem oczy, kiedy u progu drzwi stanęła moja Amelka. – Proszę się nie przejmować. – Jej drżący głos zaniepokoiłby nawet nieboszczyka. Z przyspieszonym biciem serca próbowałem zapanować nad podnieceniem, podczas gdy ona sprawnie odgrzebała mnie spod okrycia i dostała się do krocza. Dotyk mojej ulubienicy był profesjonalny, co przyniosło mi ulgę, ale też pewien zawód. Zdjęcie cewnika przebiegło bez przeszkód. Tym większe musiało być jej zdziwienie, gdy chcąc założyć nowy, miast wcześniejszego flaczka ujrzała dwudziestocentymetrowego potwora. Idąc w jego ślady, momentalnie stanęła na nogi. Zapewne chciała powiedzieć: „Panie Łukaszu”, ale zreflektowała się, że to nie moja wina. Zarządziła minutową przerwę. Z rumieńcami na policzkach odeszła do okna, w którego odbiciu widziałem tę samą minkę, jaką robiło wiele dam przed nią. W pokoju zapanowała gęsta atmosfera. Wydawało się, że gorzej już być nie może, aż nagle do sali wtargnął ordynator. Najpierw zobaczył rozpieprzony cewnik, a zaraz potem moje sterczące uznanie dla personelu. Nie podzielał tej opinii. Podszedł wściekły do Amelii, jakby chciał ją zabić. Nikt z nas nie wiedział, że zamierzał coś znacznie gorszego. Wygłosił tyradę na cały oddział, w której wyliczył wszystkie jej wpadki od początku zatrudnienia. Dziewczyna skuliła się pod ścianą, podczas gdy wrzaski przełożonego na bieżąco wysuszały spływające po ...