1. Panie Łukaszu...


    Data: 08.02.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... pójdę! – zagroziła mi, wciąż walcząc ze śmiechem.
    
    Ileż bym dał, żeby zatrzymać czas i do końca swoich dni leżeć w gipsie na przeciwodleżynowym materacu z tą cudowną niewiastą!
    
    Podobno szczęśliwi czasu nie liczą, ale byłbym głupcem, sądząc, że będziemy się tak zabawiać do rana. Amelia przechyliła się w bok, a wtedy ujrzałem błysk kamery w rogu pomieszczenia. Przestraszyłem się. Czy ona wiedziała coś, czego ja nie wiedziałem? Może widoczność nocą jest zerowa albo dyżurni zabijają czas grą w karty? Nie miałem czasu do namysłu, bo dziewczyna otworzyła moją szafeczkę. Bezbłędnie odnalazła w ciemnościach ukryte pod stertą rupieci gumki, o które dawno temu poprosiłem Małgorzatę. No tak… przecież nikt nie zaglądał tam częściej od mojej wiernej pięlęgniarki. Prychnąłem.
    
    Amelka z właściwą sobie delikatnością zdjęła ze mnie kołdrę. Pomimo słabej widoczności z wprawą zastąpiła cewnik prezerwatywą, a kiedy wszystko było już gotowe, sama rozebrała się do naga. Czerń pomiędzy jej nogami była ciemniejsza od nocy. Dzierżąc członka jak rękojeść najwspanialszego oręża, przyłożyła go sobie do gęsto utkanego gniazdka. Choć nie wydała z siebie żadnego dźwięku, buzię miała szeroko otwartą. Nabijała się powoli, niemal bojaźliwie, jakby każdy z niekończących się centymetrów stanowił olbrzymie wyzwanie.
    
    Jak dobrze…
    
    Otulony przyjemnym ciepłem popadłem w samozachwyt, że pomimo wieku nawet w tak opłakanym położeniu potrafię uwieść atrakcyjną kobietę. Nie sposób było oderwać od niej ...
    ... wzroku. Z każdym uniesieniem i każdym opadnięciem dochodziło do zdumiewającej gry świateł, która odkrywała tajemnice jej pełnych kształtów z taką oszczędnością, bym nigdy nie miał dosyć.
    
    Wtem zniżyła się do mnie z dłońmi opartymi o tors. Dzika chuć płynąca z zaciśniętych na koszuli palców była wręcz namacalna. Twarz owiewał mi ciepły oddech zestrojony z jej ruchami, które znacznie zwolniły jakby w oczekiwaniu na wielki finał. Co ona sobie myślała? Być może do tej pory miała do czynienia wyłącznie ze sprinterami, ale mnie nigdzie się nie śpieszyło.
    
    Bzzz…
    
    Magiczne łóżko postawiło mnie niemal do pozycji siedzącej, zmuszając Amelię do ponownego wyprostowania się. Przy okazji stanik spadł z koszuli na prześcieradło, szczęśliwie obracając się miseczkami na dół. Takiej okazji nie mogłem zmarnować. Wytężyłem wzrok, po czym rozmazane szlaczki momentalnie ułożyły się w 85E. Muszę jej powiedzieć, by kupiła nieco mniejszy. Albo sam jej kupię. Tak, jakoś krótko przed wypisem.
    
    – Och… – wymsknęło mi się.
    
    Choć wyglądała na wykończoną, wcale nie spełniła groźby o przerwaniu zabawy. A może nawet nie zwróciła na to uwagi? Przez rosnącą nadzieję na orgazm chyba traciła kontakt z rzeczywistością. Donośne sapanie i dyszenie, miód na moje uszy, z trudem mieściło się w naszych czterech ścianach. Jej ruchy utraciły swą grację; teraz przypominała biegacza, który ostatkiem sił próbuje doczłapać do mety. Mógłbym choć odrobinę poruszać biodrami, ale ani myślałem. Chciałem, żeby kierowana żądzami ...