-
Panie Łukaszu...
Data: 08.02.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... życiodajnego cyca. Zachłannie ugasiłem chociaż jedno z moich pragnień. Dopiero wówczas zauważyłem, jak ładną ta Amelia ma buzię. Owalną, z miękkimi liniami wokół zaokrąglonych policzków. Z pogodnym uśmiechem pełnych ust i zielonymi oczkami o spojrzeniu nieskalanym rozumem. – Jak się tu znalazłem? – Wiem tylko, że był jakiś wypadek. – Moje milczenie zmusiło ją do kolejnych słów: – Jest pan bardzo odważny. Większość osób po przebudzeniu bardzo przeżywa, a pan ma w sobie taki spokój. Wyczułem standardową formułkę, która nijak się miała do prawdy, ale chętnie zagrałem w tę grę. – Pff… – werbalnie machnąłem ręką. – W najgorszym razie zostanę chodzącym słupem meteorologicznym. To tylko złamania, prawda? Amelia cichutko zachichotała, po czym obejrzała się przez ramię, jakby śmiech był w tym miejscu surowo zakazany. A może chodziło o moje pytanie? – Tak mi się wydaje. – Ucięła temat. – Rodzina prosiła, żeby zadzwonić, gdy odzyska pan przytomność. Tkwiła w tym jakaś prośba o zgodę, więc przytaknąłem. – Na przyszłość… Proszę mi nie panować. Mam na imię Łukasz i wcale nie jestem taki stary. – Strategicznie odjąłem sobie lat. – Dobrze, panie Łukaszu. Byłem tak osłabiony, że odpłynąłem jeszcze przed wizytą najbliższych. Nie sądziłem, że po blisko dobie w śpiączce farmakologicznej wciąż będę zdolny do tak głębokiego snu. W rezultacie nie usłyszałem otwieranych drzwi ani nawet szurania krzeseł. Zbudził mnie dopiero przepełniony cierpieniem skowyt mojej ...
... córki. Dźwięk, którego nigdy więcej nie chciałbym usłyszeć. Siedziały przede mną trzy kobiety mojego życia. Po lewicy Małgorzata, młodsza z córek o mentalności królowej balu. Za nic sobie mając drogą garsonkę, klęczała uwieszona na poręczy łóżka, cała umazana we łzach, smarkach i resztkach makijażu. – Tatusiu… – Łkała na cały szpital, a ja nie mogłem nawet ścisnąć jej dłoni. Za to ona chwyciła mnie za serce. Raz na zawsze zapomniałem o tym, jak przez całe życie wybierała chłopaków na podstawie tego, którym zdoła mnie najbardziej wkurzyć. Może i ona choć na chwilę wybaczyła mi, że zawsze bardziej kochałem jej siostrę? Irena, moja żona, tylko przyglądała się zawieranemu przez nas przymierzu. W jej wymuskanym wyglądzie próżno było szukać śladu żałoby. Kilka suchych łez uronionych pomimo kilkunastu odkrytych zdrad i dziesiątek pozostających w tajemnicy wystarczyło, by przynieść mi ulgę. Na prawo od niej siedziała moja pierworodna. Ewa przywdziała wysłużony sweter od babci i kolorowe spodnie. Na tle pozostałych elegantek wyglądała niepoważnie, ale to właśnie ona była szarą eminencją rodzinnego interesu. Jej twarz nie wyrażała smutku, żalu czy rozpaczy, a jedynie lekkie zniecierpliwienie. To tylko pozory. Nikt z zebranych nie kochał mnie bardziej niż ona, bo i ja najbardziej kochałem ją. Zaczęliśmy rozmawiać. Puste zazwyczaj frazesy w stłoczonym wokół łóżka ognisku rodzinnym nabierały głębi. Bodaj pierwszy raz cieszyło mnie to nudne ględzenie o niczym. Całymi godzinami ...