-
Panie Łukaszu...
Data: 08.02.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... dalej, a współpracownikom nigdy nie pozwoliłbym zobaczyć, jak dokarmiany łyżeczką degraduję się jako człowiek. Brakowało mi dawnego statusu, tęskniłem za najmniejszym choćby sprawstwem. Przykuty do łóżka nie mogłem nawet strzepnąć muchy z policzka. Narastające rozdrażnienie powinien wygaszać psycholog, ale ten zamiast pomagać w trudnych chwilach, tylko drażnił niesłychanie swoim wszystkowiedztwem. Jestem pewien, że któregoś szarego dnia poprosiłbym o podanie arszeniku, gdyby nie Amelia. Ta wspaniała dziewczyna zaglądała do mnie każdego dnia po wielokroć. Zawsze zabiegana, z kropelką potu na wysokim czole, robiła co mogła, żeby chociaż trochę osłodzić pacjentom ciężki żywot. Jako jedynej w całym cholernym szpitalu jej na czymkolwiek zależało. Do tego uroda. Amelka była tym typem piguły, który lubiłem najbardziej. Do ssania. Nie mogąc zaspokoić jej oralnie, starałem się chociaż oratorsko. Już od drugiego dnia po przebudzeniu wziąłem się za łamanie formalnego charakteru naszych kontaktów. Opowiadałem o sprawach, które mogła znać z telewizji, o zagranicznych wyjazdach, o swojej rodzinie. Chełpiłem się dokonaniami w popisach godnych przedszkolaka, a dziewczyna chyba naprawdę nie mogła uwierzyć, ze miałem tak barwne życie. Potrafiła słuchać i czerpała z tego rozrywkę. Tym samym stopniowo zyskiwałem jej sympatię, co miało przełożenie na czas, jaki u mnie spędzała. – Jedno oko ma niebieskie, z kolei drugie jest stale przekrwione, stąd Neon. Jak ta akwariowa rybka. – ...
... Ach tak? Ja znam tylko gupiki. Parę dni mi zajęło, zanim znalazłem w sobie tolerancję dla jej głupoty. Dziewczyna tyrała za trzech, a w oczach miała chroniczne zmęczenie, które znikało pod wpływem zatroskanego uśmiechu dopiero po przekroczeniu moich drzwi. Te wizyty były jak odwiedziny przyjaciół, bowiem w przeciwieństwie do innych nigdy nie dała mi odczuć, że zwyczajnie zarabia przy mnie pieniądze. Choć dotychczas oceniałem ludzi przez pryzmat ich kompetencji, ceniłem Amelię za jej ciepło i opiekuńczość – cechy, które ku własnemu zaskoczeniu były mi najbardziej potrzebne. Poza tym uwielbiałem obserwować, jak kręci się nieporadnie po sali. Tu coś się przewróciło, tam spadło. Tyleż okazji do pochylenia się lub niezgrabnej wypinki, że tylko gips powstrzymywał mnie przed szczypnięciem tu i ówdzie. Jako że wiele rzeczy wykonywała źle, nie stanowiło problemu przekonanie jej, by jedzenie podawała mi na stojąco. Wystarczyło raptem kilka dni intensywnej tresury: niby przypadkowego wypuszczania pokarmu w połączeniu z sugestią, że robi to pod niewłaściwym kątem. W rezultacie głęboko pochylona, karmiła nie tylko moje ciało, ale i duszę. – Gdzie by się pan udał, gdyby był teraz zdrowy? – zagaiła kiedyś w porze obiadowej. – Wynająłbym domek z jakimś ładnym widokiem. Odwróciła się w stronę okna. Tabliczka na obskurnym budynku naprzeciwko informowała wygładzonymi słówkami, że trzymają tam trupy. – Widok na morze to to nie jest… W tym czasie zanurkowałem oczyma prosto w ...