-
Na pokuszenie: Matka
Data: 01.03.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... podniecenia. Moje ciało działało wbrew rozsądkowi - biodra same przysunęły się bliżej, ocierając się o jego bawełniane spodenki. Jego młodzieńcza twardość sprawiła, że zakręciło mi się w głowie. Pod cienkim materiałem koszuli nocnej rysował się każdy cal jego umięśnionego torsu. Moje nabrzmiałe sutki ocierały się o jego koszulkę, wysyłając fale przyjemności wzdłuż kręgosłupa, aż do pulsującego gorąca między udami. W końcu się odsunęłam. W jego oczach widziałam szok, niedowierzanie. To mogło zniszczyć wszystko – osiemnaście lat miłości, zaufania, bliskości. — Przepraszam — wyszeptałam gorączkowo. — Byłam… byłam zaspana. Pomyliłam cię z tatą. Uciekłam do sypialni, zatrzaskując za sobą drzwi. Osunęłam się po nich na podłogę, czując jak moje ciało drży – z podniecenia? Ze strachu? Ze wstydu? A może ze wszystkiego naraz? Przez cały dzień unikałam syna. Gdy wrócił ze szkoły, siedziałam w sypialni, udając migrenę. Nie miałam odwagi spojrzeć mu w twarz. Byłam pewna, że nie kupił mojego kłamstwa o pomyłce. Co sobie pomyślał? Że jego matka to wynaturzona nimfomanka, gotowa całować własne dziecko? Próbowałam się usprawiedliwić - zrobiłam to ze strachu. Te dwa ostrzeżenia... Nie miałam wyboru. Musiałam go chronić. W końcu, gdy dom wypełniła wieczorna cisza, wybrałam numer. Tym razem odebrał. — Zrobiłam to, o co prosiłeś — wycedziłam przez zaciśnięte zęby. — Daj nam teraz spokój. — Miałaś dokładnie wyznaczony czas — jego głos był łagodny, niemal ojcowski. — ...
... Nie dotrzymałaś umowy. — Człowieku, wczoraj całowałam się z własnym synem! — wybuchnęłam. — Włożyłam mu język w usta! Nie jestem ci już nic winna! — Umowa to umowa — odpowiedział spokojnie. — Do widzenia, Anno. — Nie! Czekaj! — strach ścisnął mi gardło. — Proszę... daj mi nowe wyzwanie. Cisza w słuchawce zdawała się trwać wieczność. — Tym razem stawka jest wyższa — odezwał się w końcu. — Najwyższa. — Nie rozumiem... — Rozumiesz. Doskonale rozumiesz. Poczułam, jak kolana się pode mną uginają. Nie... nie mógł żądać... nie tego... — Nie mogę — wyszeptałam. — Nie z własnym dzieckiem... już ten pocałunek to było... — Masz czas do soboty. Do północy — przerwał mi łagodnie. — Twój mąż będzie wtedy w delegacji. — Skąd...? — Kolejnej szansy nie będzie. Ani ostrzeżeń. Rozłączył się. Stałam z telefonem przy uchu, nie mogąc się poruszyć. Nogi się pode mną ugięły - osunęłam się po ścianie na podłogę. Było mi niedobrze. Kręciło mi się w głowie. A najgorsze było to, że na samą myśl o jego żądaniu poczułam wilgoć między udami. Nienawidziłam siebie za to. Co się ze mną działo? Jaka matka... jaka normalna matka w ogóle dopuszcza do siebie takie myśli? Siedziałam tak w ciemności, trzęsąc się. Ze strachu? Z podniecenia? Sama już nie wiedziałam. Do weekendu zostały trzy dni. Siedemdziesiąt dwie godziny. Cztery tysiące trzysta dwadzieścia minut. Każda z nich ciążyła mi jak kamień na piersi. Czułam się jak skazaniec odliczający czas do egzekucji, ...