-
W ogniu wody
Data: 21.03.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... ostatnia konkurencja. Gdyby tylko ktoś mógł wystąpić zamiast Poli… Kryśka ciężko przełknęła ślinę. Przed oczami stanęła jej mozaika obrazów: ekspresyjnie triumfująca babcia, zrozpaczony wujek i ciotka, która w obronie rodziny gotowa była swoim zakalcem rozbić Szulcowej głowę. Wtem wypatrzyła w tłumie skuloną kuzynkę. I co teraz? Była kompletnie zagubiona. Czuła silny stres, wstyd, a nawet strach. Mimo to wiedziała, że musi to zrobić. – Zastąpię cię. – Krystyna wyszła piegusce na spotkanie. – Naprawdę…? Pola chciała ją przytulić, wyściskać, może nawet ucałować, ale wiedziała, że między nimi wciąż nie ma zgody. Dlatego w milczeniu zaprowadziła swoją wybawicielkę za scenę, gdzie na uczestniczki czekały przygotowane komplety. Miastowa podniosła biały T-shirt. Pomacała materiał, próbując oszacować jego grubość, a następnie przyłożyła do ciała. – Poprosiłam twój rozmiar – pochwaliła się chudzinka. Kryśka puściła to mimo uszu. Jej oczy wbite były w ukryte pod koszulką skąpe, czerwone majtki. – Nie założę tego! – zaprotestowała tonem, który obie znały z poprzedniego wieczora. Pola tylko spuściła głowę. Obie wiedziały, że założy. Nie było odwrotu. Po otrzymaniu krótkich słów wsparcia i bezgłośnego „dziękuję”, Krystyna została sama. Powędrowała do robiącej za przebieralnię drewnianej budki. W środku było ciasno, a jedyne źródło światła stanowiły szczeliny w krzywych deskach. Dziewczyna upewniła się, że nikt nie próbuje przez nie podejrzeć, po czym migiem ...
... założyła wymagany komplet. Brak stanika potęgował bezradność, a koszulka okazała się za krótka do zasłonięcia pośladków. Gdy tylko opuściła przebieralnię, czekające w kolejce w ułamku sekundy wychwyciły wszystkie jej niedoskonałości. Chcąc ukryć jak najwięcej ciała, oparła się plecami o tył sceny. Miała chwilę na przyjrzenie się swoim przeciwniczkom. Długonoga Szulcówna i ładnobuzia Wrona były może bardziej urodziwe, ale nie miały tak dużego biustu, z kolei wielkocycka Krawczykowa przeżyła już przeszło czterdzieści wiosen. Je wszystkie bez problemu pogodziłaby Marta, ale Kryśka z euforią odkryła, że odkąd siostra miss Pomyłki Małej przestała przyjeżdżać na wieś, Dąbrowscy nie mają jak zebrać czteroosobowego składu. Piękny zachód słońca okrutnie igrał z Krystyną Mak. Zostało może pół godziny do zmroku, w którym choć trochę mogłaby się ukryć przed wścibskimi ślepiami zgromadzonych. Ledwo zdążyła chwycić się nadziei, a już musiała iść na scenę. Została wywołana jako pierwsza. Jeszcze zza kulis słyszała rytmiczne oklaski kierowanej przez sołtysa publiczności. W powietrzu panowała atmosfera wielkiego wydarzenia. Nie może więc dziwić, że dziewczyna wchodziła na podest o miękkich nogach. Głowę pełną miała pytań: jak to będzie wyglądać? Czy im się spodobam? A może mnie wyśmieją? Stanęła na środku sceny ze złączonymi nogami. Trzymała się nerwowo za nadgarstek. Co dalej? Nigdzie nie było żadnego wiadra z wodą. – Gzuby? – zawołał stojący w pierwszym rzędzie Staszek. – ...