1. Strażniczka Bałtyku (XI) "Hydra"


    Data: 06.04.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... żołnierzy, który nie daje rady, jest z góry spisany na straty. Musi mieć świadomość, że w krytycznej chwili zostanie porzucony wraz z odpowiednim zapasem amunicji, aby zatrzymać nieprzyjaciela. Byłem gotowy, by pozostawić najsłabszy element. Zdawałem sobie sprawę, że gdy ja będę tym najsłabszym ogniwem, muszę poświęcić życie, by ratować towarzyszy broni. Przecież tak zrobiłem, ratując Klaudię i Marzenę wtedy na kutrze. Nieświadomie nabywałem doświadczenia, które miały mi się przydać w mojej rosyjskiej tożsamości.
    
    Dlatego co pół roku wszyscy żołnierze przechodzą morderczy test. Podzieleni na drużyny są na kilka dni desantowani w lesie bez jedzenia i innych środków przetrwania, a następnie „ganiani” przez zmieniających się oficerów, aż do osiągnięcia kresu wytrzymałości. W ten sposób dokonuje się ciągła selekcja kadrowa. Czy trwanie wtedy z Agnieszką w tratwie, wśród szalejącego huraganu, nie było tym, co przechodziłem co pół roku? Czy można wyobrazić sobie gorsze warunki niż „dziesiątka” na morzu?
    
    Drugim filarem wyszkolenia pozostaje agresja. Największym przeciwnikiem żołnierza specnazu ma być jego sierżant, tak aby za poniżenia mógł się odegrać na przeciwniku. Tego nie musiałem przechodzić, stałem w hierarchii o wiele wyżej niż wspomniany podoficer.
    
    Ponadto wszyscy żołnierze są trzymani w ciągłym napięciu. Celem jest osiągnięcie stanu permanentnego stresu, który ma zastąpić ewentualne opory moralne oraz zwykły strach bezwarunkowymi reakcjami agresji wobec źródeł ...
    ... zagrożenia. Poza tym ciągłe napięcie utrzymuje żołnierzy w stałej czujności. W tym celu ćwiczebnemu „minowaniu” podlegają łóżka, osobisty ekwipunek, czy przypadkowe przedmioty na widoku. To pozwala również wykształcić nawyk nieufności wobec otoczenia. Nigdy nie ufałem otoczeniu, nawet gdy pogoda była bajkowa; zdawałem sobie sprawę, że na morzu wszystko jest zmienne. Swoim kursantom zawsze starałem się maksymalnie utrudniać zadania i karać ich za popełnione błędy. Jebany perfekcjonista, nieomylny cyborg, nikomu nieufający, bez oporów moralnych. Klaudia opowiedziała mi, jak wyrzucałem z kursu kolejnych marynarzy, jak bez skrupułów obmacywałem ją i Marzenę, i jak to ujęła, nie sprawiało mi to żadnej przyjemności. Agresja – potrafiłem zadać cios w twarz szamoczącemu się topielcowi, bez wahania skarcić starszego stopniem, który nie znał się na rzemiośle ratowniczym.
    
    Wreszcie żołnierze są oswajani z widokiem martwych ciał i krwi. Służą temu obowiązkowe wizyty w prosektoriach oraz udział w sądowych sekcjach ofiar wypadków i morderstw. W tym kontekście do rozpowszechnionych metod szkolenia należy ponoć walka wręcz z ucharakteryzowanymi manekinami. Oficerowie zabijają i patroszą bezpańskie psy, aby umazać manekiny krwią i wnętrznościami biednego zwierzęcia. Widok martwych ciał i ofiar w różnym stanie rozkładu towarzyszył mi od momentu, gdy rozpocząłem swoją karierę jako ratownik. „Heweliusz”, zabici członkowie mojej załogi, topielcy – to już wtedy nie robiło na mnie wrażenia. ...
«1...345...23»