-
Koleżanka Mamy
Data: 11.04.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... siebie, a ja… ja się czasem cholernie boję. Tego, co czuję. Tego, że mogę coś zniszczyć. Milczała przez chwilę. Czułam jej ciepły oddech gdzieś przy moim czole. – Co mogłabyś zniszczyć? – zapytała spokojnie. Odwróciłam głowę. Spojrzałam na nią blisko, bardzo blisko. Moje usta były już tylko kilka centymetrów od jej twarzy. – To – wyszeptałam. – Nas. Jej oczy lekko się rozszerzyły. Zadrżała. Może z emocji, może z tego, że pierwszy raz wypowiedziałam to na głos. Nie pocałowałam jej, jeszcze nie, ale pozwoliłam sobie patrzeć tak długo, jak tylko mogłam. Czułam, jak między nami rośnie napięcie ciepłe, niespieszne, pełne tęsknoty. Cień wyznania padł dziś wieczorem. Niezaprzeczalnie i był piękny. Siedziałyśmy przytulone, a film płynął obok nas jak szum spokojnego potoku niby obecny, ale nieistotny. Moje słowa te wypowiedziane chwilę temu nadal wisiały w powietrzu. „To. Nas.”. Czułam je na skórze, w brzuchu, w sercu, jak echo, które nie chce zniknąć. Klaudia nic nie powiedziała, ale nie musiała. Jej dłoń przesunęła się wzdłuż mojej i lekko zacisnęła palce na moich. Jej kciuk poruszał się powoli, delikatnie, jakby badała każdy centymetr mojej dłoni gest, który nie był już tylko czuły. Był świadomy. Nie patrzyłyśmy sobie w oczy. To byłoby zbyt wiele. Za dużo prawdy, ale nasze ciała już mówiły. O czułości, o bliskości, która rosła poza słowami. W pewnym momencie film się skończył. Ekran przygasł, a cisza zalała pokój jak fala. – Idziemy spać? – ...
... zapytała szeptem, a ja tylko skinęłam głową. Zawsze spałam w pokoju gościnnym, tuż obok. Ale tej nocy… nic nie było takie jak wcześniej. Obudziłam się nagle. Zegarek na komodzie pokazywał trzecią w nocy. W domu było cicho, ale coś mnie wyrwało ze snu. Może to było westchnienie. Może moje imię wypowiedziane cicho, jak modlitwa. Nasłuchiwałam przez chwilę, z bijącym sercem. Znowu. Cichy jęk. Nie bólu, nie fizycznego zmęczenia. Raczej duszy. Wstałam powoli, wciąż w tym samym miękkim topie i szortach, stopy bose. Przeszłam na palcach przez korytarz. Drzwi do jej sypialni były lekko uchylone. Zobaczyłam ją leżała na plecach, jej czoło było zmarszczone, dłonie nerwowo zaciśnięte w pościeli. Zawahałam się tylko przez moment. Zapukałam delikatnie, jakby to miało znaczenie. – Klaudia? – wyszeptałam. Otworzyła oczy, trochę zdezorientowana, trochę zawstydzona. – Sara… obudziłam cię? Pokręciłam głową, wchodząc do środka. – Nie spałam dobrze… słyszałam, że chyba też nie śpisz najlepiej. Uśmiechnęła się słabo, zmęczona. – Miałam dziwny sen. Trochę… zbyt realny. – Może potrzebujesz towarzystwa? – zapytałam ostrożnie. – Tylko rozmowy. Skinęła powoli głową. Przesunęła się na łóżku, robiąc mi miejsce. Usiadłam przy niej, potem się położyłam nie blisko, jeszcze nie. – Chcesz powiedzieć, co ci się śniło? – To nie sen. To uczucia z którymi… nie potrafię sobie poradzić. Może nie powinnam ci mówić… ale czasem mam wrażenie, że tonę w tym wszystkim, że nie ...