-
Koleżanka Mamy
Data: 11.04.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... domu. Oddychałyśmy spokojniej, a oddech zamieniał się w ciszę. Przez chwilę nie było nic, tylko bicie serc i ciepło naszych splecionych nóg. – Jesteś... – wyszeptała Klaudia, muskając nosem mój policzek. – Jesteś wszystkim czego mi brakowało... Nie odpowiedziałam od razu. Zamiast słów, wtuliłam się mocniej, jakbym mogła jeszcze bardziej. Dopiero po chwili powiedziałam: – Bałam się, że to tylko sen, ale jeśli to sen… nie chcę się budzić. Pocałowała mnie w czoło. Nasze dłonie splotły się pod kocem. Pościel była wilgotna, a noc cicha, jakby świat oddał nam całą przestrzeń i czas tylko dla siebie i tak, otulone sobą, odpływałyśmy powoli w szept ciszy, w którym czułość była wszystkim. Wtulone w siebie, jeszcze nagie, jeszcze ciepłe od wzajemnych oddechów, leżałyśmy przez chwilę w ciszy. Pościel pachniała nami. W powietrzu unosiła się mgiełka spełnienia i czegoś trudnego do uchwycenia – może czułości, może ulgi, a może czegoś więcej. – Co myśmy zrobiły… – szepnęła Klaudia cicho, półuśmiechając się, jakby mówiła do siebie. Odwróciłam się do niej twarzą, kładąc dłoń na jej brzuchu. – Nie wiem – ...
... odparłam równie szeptem. – Ale nie chcę cofnąć ani jednej sekundy. Jej spojrzenie było miękkie, rozmyte jak światło świecy. Przejechała palcem po moim policzku, potem ustach. – Myślisz, że to się… powinno było wydarzyć? – Nie wiem – powtórzyłam. – Ale wydarzyło się i było piękne. Klaudia zamknęła oczy na moment. Milczała, ale jej dłoń wciąż głaskała moją skórę, powoli, jednostajnie, jakby chciała zapamiętać kształt tego, co właśnie między nami zaszło. – I co teraz? – zapytała cicho, bez lęku, ale z czymś, co brzmiało jak niedopowiedziane „czy to naprawdę jesteśmy my”. – Nie wiem. – Uśmiechnęłam się lekko. – Ale nie boję się. A ty? Spojrzała na mnie dłużej, potem przysunęła się bliżej i pocałowała mnie w czubek nosa. – Też się nie boję. Zapadła cisza. Ale już nie taka, jak przedtem. Ta była pełna obecności, jakby nasze ciała jeszcze rozmawiały, mimo że usta milczały. Po chwili Klaudia zaśmiała się cicho, niemal bezgłośnie. – To chyba znaczy, że jesteśmy w kłopocie. – Albo na początku czegoś… czego jeszcze nie umiemy nazwać. Potem zasnęłyśmy. Bez pytań, bez odpowiedzi. Po prostu razem.