-
Nimfomanka
Data: 16.04.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... pięć, cyckami z miseczką C, długimi, naturalnie lekko kręconymi włosami do łopatek, które od czasu do czasu związuję. To brzmi jak oferta matrymonialna, ale muszę ci się w jakiś sposób zwizualizować, prawda? Mam łagodne rysy na twarzy, kiedy się uśmiecham, mężczyźni robią się wyraźnie milsi (czego oczywiście nie waham się wykorzystywać...). Jestem jedynaczką. Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym kilkanaście dni po moich osiemnastych urodzinach. Nie mam rodziny, dziadkowie z obu stron nie żyją. Aha, no i praca. Na co dzień pracuję w korporacji w warszawskim Mordorze. Mam nudną robotę, ale płacą mi na tyle dobrze, że jestem tam w stanie jakoś wytrzymać. Choć nie ukrywam, że czasem mam ochotę komuś solidnie nawrzucać w tym korporacyjnym syfie. Mieszkam sama. Po rodzicach odziedziczyłam mieszkanie na warszawskim Mokotowie, a oprócz tego mam lokal w jednym z drapaczy chmur w centrum miasta, który służy mi do celów innych, niż mieszkanie w nim. Jakich? Dowiesz się niedługo. Nie wyróżniam się zbytnio spośród setek głupich panienek, które tyłkami chcą zdobyć posadę lub wyjść za faceta z pieniędzmi, mimo że przyszłoby mi to bez większego problemu. Myślę, że biorą mnie tam za cnotkę – niewydymkę, lesbę albo starą pannę. Ubieram się aseksualnie i niekiedy koleżanki (choć moja kierowniczka twierdzi, że w pracy nie ma koleżanek, a są tylko współpracowniczki. Niech będzie więc – WSPÓŁPRACOWNICZKI) z pokoju twierdzą, że powinnam pracować w bibliotece. W ...
... bibliotece! Co za głupie cipy… Zapomniałam o bardzo ważnej kwestii, która jest w zasadzie kluczowym elementem mojej opowieści – jestem uzależniona od seksu. To moje hobby, po prostu uwielbiam się pieprzyć. Ty pewnie też, skoro to czytasz, prawda? I pewnie zastanawiasz się, kim są Pierwszy, Trzeci i Czwarty? Opowiem ci co nieco, zanim przejdę do dalszej historii. Pierwszego poznałam jakiś czas temu w jednym z nocnych klubów w Warszawie. W dalszym ciągu lubię tam chodzić, mimo że upłynęło już trochę czasu od ostatniej wizyty, a właścicieli znam od co najmniej dziesięciu lat. Czuję się kompletnie anonimowa w tłumie i dobrze bawię się we własnym towarzystwie. Czasem zabieram tam Drugiego, ale tylko na tańce, bez żadnych ekscesów. Tamtego, pamiętnego dnia przyjechałam do klubu dość wcześnie, bo około dziewiętnastej. W środku z powodu godziny było dość pusto. Często pokazywało się tam sporo osób z mojej pracy, ale mój ubiór oraz makijaż skutecznie maskowały szansę na rozpoznanie mnie przez kogokolwiek stamtąd – zresztą nawet, jeśli ktoś mnie zauważył, to nie przejęłabym się tym zbytnio, wierz mi. To, co robię w czasie wolnym, jest moją sprawą i mam głęboko w dupie, czy jakieś zatwardziałe dewoty pomyślałyby sobie o mnie jak o dziwce. Mam to gdzieś. Wracając do Pierwszego, zauważyłam go przy barze i obserwowałam przez kilka minut, stojąc z boku. Wyglądał na bardzo opanowanego i wręcz chłodnego osobnika, który w niemal całkowitym bezruchu ponuro wpatrywał się w ...