-
Debiut.
Data: 09.05.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... ma rzeczy niemożliwych. Myślałam, że już zawsze bez lęku będę skakać w nieznane, jakby życie było zaledwie przydługą partyturą czekającą na moje smyczki. Niestety w klasie maturalnej stanęłam przed debiutem, który spędzał mi sen z powiek. Wszystko zaczęło się wczesną jesienią w szatni przed WF-em, kiedy Ola rozpoczęła kampanię przechwałek o tym, jak cudownie jest jej ze swoim chłopakiem. Tydzień w tydzień uchylała rąbka łóżkowych tajemnic, a dziewczyny patrzyły na nią jak w obrazek. Z jednej strony sama chciałam dowiedzieć się od niej jak najwięcej, z drugiej jednak, gdy tylko zaczynała mówić, aż zaciskała mi się pięść. Skrycie zazdrościłam jej Tomka. Nie mogłam znieść myśli, że gdybym tylko dała mu się pocałować na dyskotece w pierwszej klasie, on i wszystkie te wyjątkowe przeżycia należałyby do mnie. Z biegiem czasu czułam się coraz bardziej osaczona. Oto Ruda, zaledwie miesiąc po tym, jak pomogłam jej przejść metamorfozę, „kochała się” z Kaszaną. Co prawda on przedstawiał ich zbliżenie jako uwłaczający jej godności numerek, ale nikt nie kwestionował sedna sprawy. Jakby tego było mało, coraz więcej mówiło się o rzekomym rozłożeniu nóg przez Julkę i choć to absolutnie niemożliwe, dobijało mnie samo istnienie takich plotek. Czara goryczy przelała się, kiedy podczas rytualnej już rozmowy w szatni zostałam zapytana o własne doświadczenia. Wścibskie ślepia natychmiast zagoniły mnie do narożnika jak bezbronne zwierzę. Zrobiło mi się gorąco, z trudem łapałam oddech. ...
... Ludzie zawsze postrzegali mnie przez pryzmat scenicznych popisów. Myśleli, że jestem śmiała, przebojowa, a skoro nie mówię wiele o chłopakach, to pewnie zmieniam ich jak rękawiczki. Nie chcieli pojąć, że poświęcenie to nie tylko trud włożony w katorżnicze ćwiczenia, ale też utrata czegoś, na co zabrakło czasu. Że gdy koleżanki grały w berka, ja chłonęłam teorię muzyki, a kiedy rozmawiały o chłopakach i uczyły się z nimi postępować, ja nawiązywałam szczególną więź ze swoimi skrzypcami. Byłam dziewicą, ale ani myślałam się do tego przyznawać. W przypływie geniuszu machnęłam tylko ręką w geście „długo, by mówić”, a przed dalszymi namowami uchronił mnie szkolny dzwonek. Pomimo fartownej obrony wyidealizowanego wizerunku Olgi Majewskiej, do końca dnia czułam w brzuchu palący wstyd. To właśnie wtedy postanowiłam czym prędzej zadebiutować na scenie dla dorosłych. Przez kilka dni rozważałam potencjalnych kandydatów. Bogatsza o doświadczenia innych, nie chciałam dać się wykorzystać ani zostać liczbą w czyjejś kolekcji. Z miejsca odrzuciłam więc Kaszanę, Filipa i im podobnych. Musiałam skreślić też Tomka, bo raczej nie był tak głupi, żeby zostawić Olę. Długo myślałam za to o Andrzeju, chłopaku ze szkoły muzycznej. Niewątpliwie przystojny, wręczał mi kwiaty z byle okazji, a czasami próbował nawet pocałować w rękę, ale nie miałam do niego za grosz zaufania. Potrzebowałam kogoś, kto nie zacznie paplać na lewo i prawo, jeśli nie pójdzie mi najlepiej. Muzyka nauczyła mnie jednego: ...