-
Debiut.
Data: 09.05.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... najwspanialsze utwory wcale nie wpadają w ucho za pierwszym razem. Potrzeba wielokrotnych odsłuchów, aby stopniowo odkrywać zawarty w nich kunszt. Z wiekiem zrozumiałam, że prawidło to ma zastosowanie także wobec człowieka. Im bogatsza w melodie, akordy i harmonie jest jego dusza, tym trudniej złapać równy rytm, ale jakże bardziej satysfakcjonujące jest potem wspólne towarzystwo. Moja uwaga skierowała się ku Rafałowi, zamkniętemu w cyfrowym świecie geekowi komputerowemu. Wyrzutkowi, który robił na przerwach za ulubiony worek treningowy szkolnych bandziorów. On, niczym niewyróżniający się z tłumu wymoczek o krótko ściętych włosach i ja, podziwiana za swój talent, a przy tym chyba całkiem niebrzydka… Pozornie pasowaliśmy do siebie jak pięść do nosa, ale czyż natura nie zna przypadków życia w znacznie bardziej niezwykłych symbiozach? Przez dojeżdżanie na lekcje muzyki drugiego stopnia do Powiązek, w liceum miałam wiele nieobecności. Koleżanki mnie lubiły, ale nie miałam z nikim zbyt zażyłych relacji. Rafał był dla mnie miły. Zawsze słuchał co mam do powiedzenia i potrafił dodać od siebie coś mądrego, jeśli akurat w swojej chorobliwej nieśmiałości nie kulił się pod moim uśmiechem. W szczególności urzekał mnie pogodą ducha. Na szkolnych korytarzach zawsze ktoś mu dokuczał, tylko siedząc ze mną nie groziło mu bicie. Mimo to zawsze robił wszystko, żeby nie obciążać mnie swoją ciężką dolą. Tak jak kilkanaście lat wcześniej przed galerią sklepu, miałam wrażenie, że ...
... dostrzegam coś nieuchwytnego dla reszty. Z każdą rozmową zastanawiałam się, dlaczego tylko ja widzę w tym biednym chłopaku tak wiele pozytywnych cech. Targały mną sprzeczne uczucia. Z jednej strony bardzo go lubiłam, z drugiej zaś bałam się oceny koleżanek i kolegów, według których stać mnie było na znacznie więcej. Ostatecznie zainspirowana wolnymi od schematów wielkimi artystami postanowiłam komponować własne życie bez oglądania się na innych. Oczywiście łatwiej powiedzieć niż zrobić. Kiedy pierwszy raz zaprosiłam go do siebie na wspólne odrabianie moich zaległości, nalegałam na dyskrecję. Niestety wcale nie z obawy o zazdrość koleżanek, a własny lęk przed wyśmianiem. Zazwyczaj ucząc się z Rudą, musiałyśmy godzinami ślęczeć z nosami w książkach, a Końskiej na końcu sama tłumaczyłam przerabiany materiał. Z Rafałem było inaczej. Zawsze wiedział, co było na lekcjach i nigdy nie tracił do mnie cierpliwości. W niezwykły sposób potrafił sprawić, że wszystko stawało się takie proste. Jako że nieobecności miałam bez liku, Rafał spędzał u mnie dużo czasu. Jego bezinteresowność mi schlebiała, ale po kilku sekretnych schadzkach uznałam, że trochę nie fair jest go tak wykorzystywać i należy się jakoś odwdzięczyć. W tym celu zapytałam pewnego razu, czy chciałby kiedyś razem w coś pograć. Nigdy wcześniej nie widziałam w jego oczach takiej iskry. Na „kiedyś” wybrał najbliższą sobotę, a potem długimi minutami przekonywał mnie, że nie będę żałować. Pomimo zapewnień o dobrej zabawie, ...