1. U Chrzestnej - Trwanie


    Data: 08.06.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... ostrożne, jakbyśmy nie chciały naruszyć tej intymności pomimo, że nie miała już przed nami tajemnic, ale która była tak krucha i świeża w nowej codzienności. Potem coraz pewniejsze, pełne śmiechu, ciepłej piany i subtelnych dotyków, które nie zawsze musiały prowadzić do czegoś więcej. Czasem wystarczyło czuć siebie nawzajem. Po prostu być razem. W ciele i w oddechu.
    
    Noce... były dla nas jak schronienie. Kiedy zamykały się drzwi sypialni, cały świat znikał. Leżałyśmy razem, oplecione jak winorośl, szukając ciepła skóry, oddechu, spojrzenia. Kochałyśmy się, kiedy czułyśmy, że to ten moment, czasem zmysłowo, czasem namiętnie, a czasem tylko przez dotyk, przez ciche "jestem", wypowiedziane ustami na brzuchu drugiej. Miłość była dopełnieniem, nie koniecznością. Wyrazem bliskości, nie spełnieniem obowiązku. W niej nie było pośpiechu, nie było przymusu, tylko potrzeba, by znów być jednością, na sposób, który nie musiał być głośny.
    
    Ten dom był pełen ciepła, choć nie przesadnie udekorowany. Kwiaty w wazonach. Koc na kanapie. Zapach wanilii z kominka zapachowego i nasze ślady na podłodze, na filiżankach, na pościeli.
    
    Żyłyśmy jak dwie kobiety, które się kochają. Nie jak chrześnica i chrzestna. Nie jak ktoś, kto powinien i ktoś, kto nie powinien, ale jak dwie dusze, które wybrały siebie w świecie pełnym wymagań i granic.
    
    Wiedziałyśmy, że nie każdy zrozumiałby tę historię ,lecz to nie przeszkadzało nam żyć jej kolejnymi rozdziałami.
    
    ***
    
    Popołudniowe słońce leniwie ...
    ... osiadało na koronach drzew, malując liście złotem i miękkim pomarańczem. Las nad Bobrem pachniał latem suchą trawą, żywicą, ostatnimi rozgrzanymi promieniami sierpniowego dnia. Słychać było ciche brzęczenie owadów, śpiew ptaków i delikatne szemranie rzeki gdzieś dalej, za gęstwiną.
    
    Szłam powoli leśną ścieżką, rozglądając się czujnie między drzewami. Moje różowe trampki lekko skrzypiały na igliwiu, a ramiączka czarnego topu uwypuklającego dekolt opadały swobodnie na ramiona. Plecak lekko podskakiwał na plecach, miałam w nim koc, butelkę z wodą, trochę drobiazgów… i nadzieję, że za chwilę ją zobaczę.
    
    Ale nie było jej.
    
    Miała być już tutaj. Wiedziała, jak bardzo tęskniłam za naszymi chwilami sam na sam, z dala od czujnych spojrzeń i codziennego szumu. Może się spóźniła. A może… znowu się droczy.
    
    – Ciociu? – zawołałam w przestrzeń, świadoma, że może słyszeć. – Gdzie jesteś?
    
    Cisza odpowiedziała mi tylko szelestem liści. Westchnęłam i sięgnęłam po telefon. W chwili, gdy wybrałam numer, z lewej strony, zza niskiego jałowca, poruszyła się znajoma sylwetka. Serce mi zadrżało.
    
    Wyszła powoli spomiędzy drzew dżinsowe szorty, różowy, lekki sweterek zapięty niedbale na dwa guziki, spod którego przez chwilę mignęły nagie piersi. Uśmiechała się figlarnie, jakby była dumna ze swojego ukrywania się. Stała tam w złotym świetle lasu, z rozwianymi włosami i spojrzeniem, które znałam tylko ja.
    
    – Tak się ukrywasz, że prawie przestałam wierzyć, że tu jesteś – rzuciłam z udawaną ...
«1234...15»