-
U Chrzestnej - Trwanie
Data: 08.06.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... irytacją, choć w głosie zabrzmiała radość i ulga. – A jednak znalazłaś mnie, skarbie – odparła miękko, otwierając ramiona. Podbiegłam do niej bez wahania. Wtuliłam się w jej ciało, poczułam zapach jej skóry, znajomy, ciepły, kojący. Pocałowałam ją, czując pod palcami delikatny materiał sweterka i pod nim ciepło, które znałam już tak dobrze. Nie musiałyśmy mówić nic więcej. Szłyśmy potem razem przez las, trzymając się za ręce. Ścieżka prowadziła w stronę rzeki, w miejsce, które znałyśmy już dobrze, nasze małe schronienie. Tam, pod rozłożystym bukiem, rozkładałyśmy koc, siadałyśmy naprzeciwko siebie i patrzyłyśmy na siebie tak, jakby świat wokół przestawał istnieć. Była przy mnie. Mimo wszystkiego. Mimo obaw, mimo słów, które kiedyś wypowiedziała, wierząc, że to musi się skończyć, a jednak to, co nas łączyło, przetrwało i kwitło. Nie jako chwilowy kaprys, lecz coś, co dojrzewało w codzienności: w śniadaniach przy kuchennym stole, w porannym zapachu kawy, w śmiechu podczas obierania ziemniaków, w ciszy dzielonej podczas czytania wieczorem, gdy nasze stopy splatały się pod kocem. Nasze życie razem było prawdziwe, nasycone czułością i codziennością, w której każda noc kończyła się splecionymi ramionami i szeptem "dobranoc, kochanie", a każda intymność była świętem bliskości, wyrażeniem miłości, nie tylko pożądania. Tego dnia, w tym lesie, wiedziałam jedno: wszystko, co najważniejsze, już miałam. Zeszłyśmy z leśnej ścieżki, skręcając w dobrze nam znany ...
... wąski przesmyk między drzewami. Tuż przy wodzie, w zacienionym miejscu, gdzie korony sosen rozchylały się, wpuszczając ciepłe, miękkie światło, zatrzymałyśmy się. Szmer Bobru niósł się spokojnie, jakby szeptał nam błogosławieństwo. Trawa była jeszcze ciepła od słońca, a wiatr ledwo poruszał liście. W tej ciszy i w tym pięknie, świat zdawał się łagodniejszy, a czas bardziej cierpliwy. Stanęłam przy jednym z drzew, dotykając dłonią jego szorstkiej kory. Spojrzałam przez ramię, wiedząc, że stoi za mną. Przez ułamek sekundy nie ruszała się, widziałam to kątem oka, a potem zrobiła krok. Podeszła cicho. Czułam jej obecność zanim dotknęła mnie dłońmi. Położyła je delikatnie na moich biodrach, jakby pytała, czy może. Nie musiała. Oparłam się plecami o pień, czując jego chłód kontrastujący z ciepłem jej ciała, gdy się do mnie zbliżyła. – Skarbie… – wyszeptała cicho, tak blisko, że jej oddech otulił moją skórę. Uniosłam głowę, nasze spojrzenia spotkały się, pełne tej samej pewności i pragnienia, ale też czegoś więcej. Tego, co dojrzewało między nami od miesięcy, tęsknoty, wzruszenia, poczucia, że to, co nas łączy, jest czymś głębszym niż można ubrać w słowa. Delikatnie ujęła moją twarz, muskając kciukiem policzek. Pochyliła się, a jej usta otarły się o moje z taką czułością, jakby w tym jednym pocałunku chciała zamknąć wszystko: miłość, tęsknotę, radość ze spotkania i to, że byłyśmy tu – razem, mimo wszystkiego. Nieśpiesznie pogłębiła pocałunek. Odpowiedziałam z ...