1. Sofonisba, cz. 15 (finał)


    Data: 01.07.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... Trwa wojna, nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze się zobaczymy. Nie mogę życzyć ci szczęścia, czego, bogowie mi świadkiem, najszczerzej żałuję. - Zamilkł na chwilę, poprzestając na zmianie wyrazu spojrzenia. Pojawiło się w nim coś na kształt żalu i tęsknoty, szybko jednak przeminęło, zastąpione poprzednią, nieprzeniknioną surowością. - Życzę ci dumy, godności i odwagi. Nie wątpię, że nigdy ich nie utracisz. Jesteś godną, dumną i odważną córą własnego Miasta. Pozwól powiedzieć, że przyniosłabyś zaszczyt również każdemu innemu, także Rzymowi.
    
    Zaskoczona tak niebywałą pochwałą z ust rzymskiego konsula, Sofonisba nie znalazła żadnej stosownej odpowiedzi. Wykorzystał to, by zakończyć rozmowę.
    
    - Muszę jechać i nie zdołam uczestniczyć w twoim ślubie, szlachetna pani. Nie mogłem jednak odjechać bez pożegnania, gdyż może już nigdy się nie spotkamy. Żegnaj więc, szlachetna Sofonisbo, córko Hazdrubala, córko Kartaginy. Sami bogowie zrządzili, że rozstajemy się w takich okolicznościach.
    
    Uniósł dłoń w wojskowym salucie, niczym wobec równego sobie kolegi na urzędzie, po czym przyzwał adiutanta, który przyprowadził gotowego do drogi konia. Już z wysokości grzbietu wierzchowca wypowiedział ostatnie słowa.
    
    - Żegnaj i wybacz, Sofonisbo.
    
    Odjechał, nie zaszczycając Masynissy ani słowem podczas tej niezwykłej rozmowy. Zapewne jednak omówili wszystkie sprawy już wcześniej.
    
    16
    
    Tym razem nie musiała i nie zamierzała spędzać nocy samotnie. Po odjeździe konsula Masynissa w krótkich ...
    ... słowach wymówił się, co prawda, czekającymi go jeszcze obowiązkami, zapowiedział się jednak z wieczorną wizytą. Wziąwszy kąpiel, poczyniwszy stosowne przygotowania i odprawiwszy służki, czekała jednak długo. Zapadły ciemności i własnoręcznie zapaliła kilka lamp, rzucały niepewne światło, budząc pełgające po ścianach komnaty cienie.
    
    Wreszcie przyszedł, dzierżąc w dłoni niewielki dzban wina. Odstawił naczynie, gdy wpadła w ramiona ukochanego, pragnęła poczuć silny uścisk jego ramion.
    
    - Tak długo czekałam - wyszeptała. - Chciałam opowiedzieć ci o tylu sprawach, zadać tyle pytań, ukoić smutek i niepokój. Wkrótce nasz ślub i zaraz potem wyruszasz na wojnę.
    
    Zanim odpowiedział, długo tulił ją w objęciach.
    
    - Tak, musimy porozmawiać – odparł wreszcie, rozrywając uścisk i wpatrując się w oczy dziewczyny. - Ale nie o ślubie i nawet nie o przebiegu wojny.
    
    - Musimy porozmawiać o konsulu Scypionie. – Doskonale wiedziała, że była to sprawa najważniejsza ze wszystkich. - Skoro nie przybył tu na nasz ślub, to po co właściwie? Przecież nie opuścił armii tylko w tym celu, by osobiście odebrać Syfaksa czy przynaglić cię do pośpiechu. To mógłby zrobić przez któregoś ze swoich legatów.
    
    Dostrzegła w oczach króla dziwną mieszaninę uznania, zmieszania i lęku.
    
    - Jak zawsze podziwiam twój rozum, ukochana. Istotnie, konsul przybył w innej sprawie, znacznie ważniejszej. Dla nas obojga najważniejszej ze wszystkich.
    
    - Jaka to sprawa? - zapytała bez tchu, mając najgorsze przeczucia. ...
«1234...8»