-
Sofonisba, cz. 15 (finał)
Data: 01.07.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... nie jesteś i nie będziesz niewygodna! - zaprotestował gorąco. - Ale poświęcisz mnie dla wielkości własnej, swego rodu, królestwa i ludu. Pomimo wszystkich przysiąg, które wzajemnie sobie składaliśmy. Przysięgałeś, że nie oddasz mnie ani ludziom, ani bogom. Dostrzegła, że król zmaga się ze sobą, powstrzymując cisnące się na usta słowa odpowiedzi. Pojęła żal i niesprawiedliwość ostatniego zarzutu. - Wybacz, swego czasu uczyniłam dokładnie to samo, zdradziłam cię, zdradziłam naszą miłość, składając ją na ołtarzu ofiarnym Kartaginy. Uczyniłam to dla mojego Miasta, tak jak ty dla swego królestwa i ludu. Cierpiałam wówczas, ale zrobiłam to, co zrobiłam, co musiałam zrobić. - Czy ty również zdołasz mi wybaczyć? - spytał, tym razem niepewnie. Otworzył ramiona, a ona rzuciła się w nie ze szlochem, pragnęła jego bliskości, siły, pocałunków. - Musimy wybaczyć sobie nawzajem, oboje zdradziliśmy nasze uczucie, zdradziliśmy najstraszliwsze, krwawe przysięgi. Oboje z tego samego powodu, bogowie potrafią okazać niezwykłe okrucieństwo. - Tym razem nie zdołała powstrzymać łez, łkała wśród gorących pocałunków. Masynissa obejmował ją mocarnymi ramionami. - Zanim mnie odeślesz, chcę jeszcze raz poczuć twoją siłę, chcę poczuć, że jestem twoja, a ty mój. Chcę tego wspomnienia, gdy z murów Kartaginy będę się przyglądała ostatniej bitwie tej wojny. Tym razem znajdę odwagę – rzuciła gwałtownie, oddając uścisk ramion. Poczuła, że król sztywnieje. I to nie w tym miejscu, w ...
... którym mogłaby się tego spodziewać. - Sofonisbo... - O co chodzi, ukochany? - Nie mogę ot tak, po prostu, odesłać cię do Kartaginy... - Odsunął ją na długość wyprostowanych ramion i wpatrywał się w twarz dziewczyny. - Jakie są więc rozkazy konsula? - spytała twardo. Nie uciekł spojrzeniem, dostrzegła jednak coś na podobieństwo delikatnego rumieńca na spalonym słońcem obliczu. - Wedle boskiego i ludzkiego prawa jesteś nadal żoną Syfaksa. Jako taka stałaś się łupem zwycięzcy i podzielisz los męża. Mam cię wydać Rzymianom. - Tym razem rumieniec wstydu pojawił się bez żadnych wątpliwości. - Mnie również uduszą w więzieniu? - wypowiedziała te słowa z udawanym spokojem, ale nie zdołała oszukać nawet samej siebie. - Nie, nie wydaje mi się. Rzymianie nie są, mimo wszystko, aż tak okrutni. Zapewne pozwolą ci żyć w swoim mieście. Konsul dał do zrozumienia, że zatroszczy się o twój los, z całą należną twojej pozycji godnością. - Cóż za łaskawość... - Ale weźmiesz udział w pochodzie triumfalnym, jako pojmana królowa, żona wroga Rzymu. - Jako jeden z łupów wojennych konsula... Pewnie zakuta w złote kajdany. - Nie wiem czy w złote. - Masynissa udał, że nie dosłyszał ironii w jej głosie. - Myślę, że w surowym i staroświeckim Rzymie uznano by coś takiego za zbytnią ostentację ze strony konsula. Ale bez kajdan się nie obejdzie, lud zawsze lubi takie widowiska. Nie kontynuowała tematu, porażona wizją niebywałej hańby. W głowie pojawiło się jednak inne ...