-
Sofonisba, cz. 15 (finał)
Data: 01.07.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... pytanie. - Skoro konsul uznał moją sprawę za aż tak ważną, że przybył tutaj osobiście, to dlaczego wyjechał? Dlaczego wyjechał, zabierając tylko Syfaksa? - Chciałem sam przekazać ci tę wiadomość... - zaczął cokolwiek niepewnie Masynissa. - Dlaczego on wyjechał i zostawił mnie tutaj? - drążyła bezlitośnie. - Scypion nie wierzy, byś zgodziła się na coś takiego... Na takie poniżenie... I pozostawił jeszcze jedną możliwość... - Możliwość uniknięcia hańby... To prawdziwie szlachetne z jego strony. - Tym razem mówiła szczerze. - Co jest w tym dzbanie? - Wskazała na odstawione naczynie. - Wino... Wino zaprawione niezawodną, ale nie sprawiającą bólu trucizną. - Pod przenikliwym spojrzeniem Sofonisby nie próbował ukrywać prawdy. - Nie mów tylko, że zamierzasz wypić je razem ze mną. Czegoś takiego bym nie zniosła... - Nie, nie zamierzam - odparł tym razem pewnym głosem. - I sama dobrze wiesz, dlaczego. - Nie wolno ci, dla pomyślności twego królestwa i twego ludu. Nie odpowiedział, nie musiał. - Jak silna jest ta trucizna... Ile czasu... - Pilnowała się, by głos jej nie zadrżał. - To zależy... Zapewniono mnie jednak, że nie poczujesz bólu, stopniowo nadejdzie senność i po prostu zaśniesz... - Po prostu zasnę... Napełnij puchar, proszę. - Sofonisbo... - Napełnij puchar – nakazała twardo. - Przecież po tu przyszedłeś. Przyszedłeś, by podać go królowej Numidów, którą nadal przecież jestem. I aby nią zostać, nie potrzebowałam zgody Rzymian. - ...
... Nie potrafiła powstrzymać się przed wypuszczeniem tej strzały. Pobladł, ale bez słowa odpieczętował dzban, odnalazł i napełnił kielich, po czym podał go, niczym sługa wykonujący rozkaz władczyni. - Wybacz – wyszeptała przyjmując naczynie. - Wiem, że musisz to zrobić. Ja również zdradziłam naszą miłość, dokładnie z takiego samego powodu. - Czy nie wypowiedziała już tych słów? Nieważne. - Wypiję z własnej woli, jak godna tego miana królowa Numidów. Nie zawiodę ani ciebie, ani konsula. - Uniosła puchar do ust, umoczyła wargi w winie. Trucizny nie wyczuła, ale przecież w przeciwnym razie nie byłaby godna królów. - Wypiję pod warunkiem, że nim umrę, spełnisz dwie moje prośby. Otwierał już usta, by zadać oczywiste pytanie, uprzedziła jednak słowa Masynissy. - Powiem ci później, ale obiecaj teraz. Ja z kolei obiecuję, że to nie będzie nic wielkiego ani strasznego. - Obiecuję, ukochana, obiecuję, moja królowo. Nie odrywając oczu od twarzy Masynissy upiła pierwszy łyk, a potem bez wahania wychyliła cały puchar. Nadal nie wyczuwała jadu, tylko smak dobrego, mocnego wina. Odrzuciła naczynie. - A teraz wypełnij swoją obietnicę, mój królu i panie! - Wypowiadając te słowa otwarła ramiona. - Sofonisbo... - Tego właśnie chcę, chcę po raz pierwszy i ostatni poczuć się twoją prawdziwą żoną i królową. Niech to będzie moje wesele, skoro zazdrośni bogowie nie pozwalają na inne. Wiesz, zatańczyłabym dla ciebie, ale musimy się spieszyć, nim nadejdzie sen. Niech i bogom, i ...