-
Sofonisba, cz. 15 (finał)
Data: 01.07.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... tobie, wystarczy inny taniec! Początkowo niepewny, zwlekał z pozbyciem się szat. Niecierpliwym ruchem ręki szarpnęła i zerwała własną, celowo wybrała suknię z delikatnej materii. Z surowym, żołnierskim odzieniem króla poszło trudniej, nie poddawało łatwo się kobiecym dłoniom. Wyrwała sztylet z pochwy u pasa Masynissy i desperacko cięła szorstki kaftan. Osłupiały mężczyzna przyglądał się temu biernie, mogłaby wbić ostrze w jego tors, nie stawiałby oporu. Nie tego jednak chciała! Król otrząsnął się wreszcie ze zdumienia i pomógł własną siłą. Odrzuciła sztylet. Przecież nie mieli czasu! Trucizna płynęła już w jej żyłach, wkrótce nadejdzie sen. Wreszcie nadzy, objęci ramionami, opadli na posłanie. Nie dbała o wygodę takiej czy innej miłosnej pozycji. Ustami poszukała jego ust, dłoń odnalazła inny łup. Szarpała nim bez żadnej finezji, ta na szczęście nie okazała się potrzebna. Pomiędzy palcami poczuła twardniejącego fallusa, Masynissa miażdżył wargami jej usta, ramiona ukochanego również wzmocniły uścisk. Owionął ją silny zapach mężczyzny, zapach potu, wyprawionej skóry, konia. Król sprawiał wrażenie, jak gdyby przybył prosto z polowania albo przynajmniej powrócił z gwałtownej galopady po pustyni. Może zresztą w taki właśnie sposób szukał ukojenia i zbierał odwagę przed ich ostatnim spotkaniem? Nieważne, że nie wziął kąpieli. To był zapach jej mężczyzny, odwagi mu nie zabrakło, a ukojenie ofiaruje ona sama, po raz ostatni. Spróbował sięgnąć dłonią jej miejsca rozkoszy. ...
... Niepotrzebnie, czuła już tam gorącą wilgoć. Czy trucizna działała również w ten sposób? Kto wie? Zapewne nikt nigdy tego nie sprawdzał. - Nie trzeba, wchodź – wydyszała prosto w jego usta. - Ale chciałbym... - Nieważne czego byś chciał - przerwała ostro. - Nie mamy czasu, wkrótce nadejdzie sen i musisz go wyprzedzić. Chcę poczuć rozkosz, po raz ostatni, może umrzeć z rozkoszy. Przebij mnie swym oszczepem! Wreszcie! Wreszcie ułożył ją pod sobą i wszedł w odwieczny, najprostszy sposób. Niczym król i wojownik pragnący posiąść swoją żonę, królową, brankę i niewolnicę w jednej osobie. Uniosła nogi i zaplotła je na plecach ukochanego, podobnie splotły się ich ramiona. Rozkoszne, gorące, pulsujące wypełnienie. Jej studnia, chociaż wilgotna, pragnęła jego wilgoci. Uderzał raz za razem, bez żadnej finezji, niczym myśliwy przebijający oszczepem odyńca albo wojownik wroga na polu bitwy. Wreszcie trysnął, wyprzedzając jej własną falę rozkoszy. Szczęśliwie ta nadeszła chwilę później, zanim zdążyła odczuć zawód czy rozczarowanie. Straciła poczucie rzeczywistości i mogłaby trwać tak przez całą wieczność. Rozczarowanie i zawód pojawiły się wtedy, gdy odzyskała świadomość, leżąc przy boku Masynissy. A więc nadal jeszcze żyje, bogowie nie uśmiercili jej u szczytu najwyższej rozkoszy, jak na to liczyła. Tę trudną próbę nadal ma przed sobą. Czy obecne zmęczenie to tylko normalna reakcja po przebytych uniesieniach, czy może nadchodząca ukradkiem ostatnia senność? Poszukała ukojenia w ...