1. Maj 2024 upadek


    Data: 07.08.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... szczytowałam, doprowadzona do granic wytrzymałości , gdy penetrował mnie swoim językiem. Byłam tam mokra i luźna w środku, a moja nabrzmiała mała, aż prawie prosiła się o jego członka. Gdyby wówczas zrobił to na co ja nie miałam odwagi. I gdyby wówczas zerwał ten nasz niepisany układ, że dotąd i nie dalej. To jak nic a była bym już kobietą. Jego kobietą! Przecież zawsze marzyłam o nim. To on od zawsze miał być tym moim pierwszym. Podchodząc do naszego stolika, widzę jak poderwał się z krzesła, szarmancko podsunął mi moje, a siadając obok niebezpiecznie przybliżył swoje. Jego miękka dłoń niby tak przypadkiem musnęła moje gołe plecy. Całe to wesołe towarzystwo, przypominając sobie różne anegdoty, z szkolnego życia. Jedząc, pijąc pomiędzy tańcami. Ja byłam głucha ślepa na wszystko, i kompletnie nieobecna z tymi swoimi „gdyby”. I jedno co z tego całego balu pamiętam, to to, że prawie wszystkie kawałki przetańczyłam z nim. Jego zapach, uśmiech. Jego ciepłą dłoń na moim udzie gdy siedzieliśmy przy stole a obejmującą mnie w tańcu i od czasu do czasu zsuwającą się coraz niżej po plecach, prawie że aż do linii majteczek. O w mordę jeża jak ja go wtedy chciałam. Chciałam, że pewnie oddałabym się mu nawet na tym stole, gdyby mu nagle przyszło do głowy by mnie na nim przelecieć. A szybkimi krokami, zbliżający się koniec imprezy zapowiadał szybkie rozstanie, co wywoływało we mnie mieszane uczucia.
    
    - Dawaj komórkę!- Głos Magdy przywołał mnie do rzeczywistości. Zdziwiona, ale bez ...
    ... protestu podałam jej telefon nawet nie zastanawiając się po co jej moja komórka. Oddają ją po chwili z poleceniem nieznoszącym sprzeciwu.
    
    - Wyłącz ją i bawcie się dobrze popchnęła w kierunku Jacka. –
    
    Jak nic, a to wszystko było chyba ukartowane. Musiało być.
    
    Jacek ująwszy mnie po rękę, bez słowa skierował w kierunku windy. Winda, potem długi korytarz. Idziemy bez słowa. Ja bez wolna, kierowana pewnym ale czułym dotykiem jego dłoni, którą czułam w miejscu, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę. I nagle budzi się znów to moje drugie ja, chyba postanawiając nawrócić mnie na właściwą drogę. A gdy ono wołał we mnie „ Głupia! Co robisz? Wracaj!”. To, to drugie równie mocno protestuje „Tylko znów tego nie spiernicz!”.
    
    Stoimy na środku pokoju, za mną wielkie łóżko, na którym sadza mnie delikatnie. I klęcząc przede mną, wypatrując w moich oczach, jaka będzie reakcja. Zsuwa najpierw jeden sandałek potem drugi, potem rolując powolutku pończoszki, zdejmuje je odrzucając na boki. I znów ten jego świdrujący mnie wzrok. I te delikatne dłonie sunące powoli przez uda, biodra, ręce, na ramiona by zsunąć z nich ramiączka sukienki, pomagając jej opaść aż do pasa. A potem całując nogi, zacząwszy od stóp, przez łydki po uda, co znakomicie ułatwia mu ten szalony rozpierdacz sukni, wprost doprowadza mnie do wrzenia. Lekko pchnięta padam plecami na łóżko, z górą sukienki spuszczoną do pasa, dołem rozrzuconym na boki, z nogami zwieszonymi w dół, zapierając stopy o podłogę. „Wyglądasz teraz jak ...
«12...567...»