-
Aktorska gra Patrycji część 1
Data: 31.12.2025, Kategorie: Brutalny sex Twoje opowiadania Autor: Simonxx7, Źródło: OpowiadaniaErotyczne-Darmowo
... powiedzieć, a czego nie. Jej głos był pewny, gesty oszczędne, kontrolowane. Gdy kolacja dobiegła końca i wszyscy wstali od stołu, by przejść do dużego salonu na deser, jeden z osiłków podał jej lampkę szampana. Wzniesiono toast za młodszego syna Marka. — Sto lat! — rozległo się chórem. Po chwili Piotrek i Damian, wyraźnie zmęczeni długim wieczorem, opuścili salon i poszli do swoich pokoi. Łysi mężczyźni również gdzieś zniknęli, rozchodząc się bez słowa. W przestronnym salonie zostali już tylko Marek, Janusz, Waldek i Patrycja. Światło było tu znacznie słabsze, bardziej miękkie, sprzyjające rozmowom, które nie musiały już brzmieć oficjalnie. Marek usiadł obok Patrycji — zbyt blisko. Tak blisko, że nie zdążyła nawet zareagować. Poczuła znajome ukłucie niepokoju, napięcie, które pojawiło się nagle, bez ostrzeżenia. Zaczął mówić o sprawach, które zupełnie jej nie interesowały, o planach, o interesach, o rzeczach, które brzmiały jak monolog. I niemal odruchowo położył dłoń na jej kolanie. Waldek i Janusz stali kilka kroków dalej. Nie reagowali. Patrzyli ukosem, uważnie, jakby sprawdzali, co się wydarzy. Patrycja natychmiast odepchnęła jego dłoń i spróbowała wstać. Serce uderzyło jej gwałtownie, jakby chciało wyrwać się z piersi. Marek jednak był szybszy. Zatrzymał ją ruchem pewnym, niemal rutynowym, nachylając się ku niej tak blisko, że poczuła zapach jego oddechu. Mówił cicho, spokojnie — tym bardziej przerażająco. O tym, że może jej dać wszystko. Pieniądze. ...
... Bezpieczeństwo. Luksus. Że może sprawić, by była „spełniona”, „szczęśliwa”, „zabezpieczona na całe życie”. Każde kolejne słowo brzmiało jak obietnica, która w rzeczywistości była groźbą. Potem ton się zmienił. Pojawiły się sugestie, których nie chciała słyszeć, wizje zależności, podporządkowania, zamknięcia w świecie, z którego nie ma odwrotu. Czuła, jak ogarnia ją paraliżujący strach. Serce biło jej tak mocno, że miała wrażenie, iż zaraz straci oddech. Marek dotknął jej twarzy — powoli, z obrzydliwą czułością, jakby delektował się jej bezradnością. Jego palce przesunęły się po skroni, włosach, zatrzymując się zbyt nisko, zbyt blisko. Pokój wirował wokół niej w migoczącym świetle lampy, której żółtawy blask rzucał długie cienie na ciężkie, skórzane meble i przydymione zasłony. Jej czarne spodnie szelestem ocierały się o uda, a biała koszula, zmięta od natarczywych dotyków, kleiła się do spoconego ciała, przypominając o chwilach, które właśnie się wydarzyły. W nozdrzach czuła mieszankę dymu i ciężkiego, męskiego potu, który wypełniał salon. Łzy napłynęły jej do oczu. Widziała, że właśnie to go uspokajało. Jej napięcie. Jej lęk. To, że przestała się bronić, choć w środku krzyczała. W tamtej chwili zrozumiała, że w tym miejscu nie ma dla niej żadnej drogi ucieczki — przynajmniej tak jej się wtedy wydawało. I nagle zerwała się. Instynkt wziął górę nad strachem. Wyrwała się i wybiegła z salonu, nie oglądając się za siebie. Marek otrząsnął się z zaskoczenia i poderwał na nogi. „Gdzie ty, ...