-
Aktorska gra Patrycji część 1
Data: 31.12.2025, Kategorie: Brutalny sex Twoje opowiadania Autor: Simonxx7, Źródło: OpowiadaniaErotyczne-Darmowo
... próbowała zrozumieć, jak zwykły powrót do domu mógł zamienić się w coś tak brutalnego. Łukasz patrzył w okno, czując narastające zmęczenie i ciężar myśli, których nie mógł wypowiedzieć na głos. Wiedział jedno: to, co wydarzyło się tej nocy, było dopiero początkiem. Wrócili do domu późną nocą. Zmęczenie ciążyło im na barkach, ale ulga była wyraźna — prześwietlenia niczego nie wykazały. Lekarz uspokoił ich, że to „tylko” stłuczenia i krwiaki, choć twarz Łukasza była posiniaczona, a ciało obolałe przy każdym ruchu. W mieszkaniu panowała cisza. Patrycja pomogła mu się położyć, zgasiła światło i wsunęła się pod kołdrę obok niego. Przytuliła go mocno, instynktownie, jakby chciała osłonić go przed resztą świata. Łukasz poczuł jej ciepło, zapach skóry, znajomy rytm oddechu — i po raz pierwszy od wielu godzin przyszła ulga. Odruchowo położył dłoń na jej piersi, jak zawsze, gdy potrzebował poczucia bezpieczeństwa. Napięcie w końcu puściło. Zasnął niemal natychmiast. Nie spali jednak długo. Rano Patrycja miała próbę w teatrze na dziesiątą. Wstała cicho, starając się go nie obudzić, ale on i tak otworzył oczy. Spojrzeli na siebie w półmroku — jej twarz była pełna wahania. — Powinnaś iść — powiedział pierwszy, zanim zdążyła cokolwiek zaproponować. — Wszystko w porządku. Nie możesz sobie teraz robić wolnego. Wiedział, że mogłaby. Miała dublerkę — w teatrze to normalne, często do jednej roli przygotowuje się kilku aktorów, właśnie na wypadek kolidujących terminów albo nagłych ...
... sytuacji. A mimo to nie chciał, żeby rezygnowała. Nie mógł jej na to pozwolić. — Niepokoję się — przyznała cicho, zapinając płaszcz. — Coś mi tu nie gra. — Naprawdę… idź — powtórzył, choć w środku wszystko się w nim buntowało. Wyszła, rzucając mu jeszcze jedno pełne troski spojrzenie. Drzwi zamknęły się, a w mieszkaniu znów zapadła cisza. Usiadł na łóżku, trzymając głowę w dłoniach. Myśli ruszyły lawiną: pieniądze, czas, strach. Musiał coś wymyślić. Cokolwiek. Wtedy jego telefon zawibrował. „Masz 7 dni. Pamiętaj!!!” Serce podeszło mu do gardła. Bez zastanowienia zaczął dzwonić — do znajomych, do dalszej rodziny, do ludzi, którym kiedyś pomógł albo z którymi pracował. Prosił, tłumaczył, obiecywał zwrot. Suma rosła powoli, żałośnie wolno. Nawet nie zbliżała się do potrzebnej kwoty. Jego szare komórki pracowały intensywnie, niemal do granic wytrzymałości. Może wyjazd. Ucieczka. Nowy start. Ale natychmiast pojawiała się ta sama myśl, jak mur nie do przeskoczenia: A co z Patrycją? Dwaj gangsterzy, ci sami, którzy wcześniej zajmowali się sprawą Łukasza, byli umówieni na spotkanie z szefem. Willa stała na obrzeżach Warszawy — duża, nowoczesna, odgrodzona wysokim płotem i kamerami. Wnętrze było chłodne, uporządkowane, pachniało drogim alkoholem i skórą. Rozmawiali o bieżących sprawach, siedząc w salonie. W tle grał telewizor, puszczony jakby mimochodem — polski serial. Jeden z gangsterów zerknął na ekran, potem nachylił się lekko do przodu. — Ej… patrz — mruknął. — Kojarzysz ...